26/09/2026
W 1797 roku siedemnastu rozbitków ruszyło pieszo wzdłuż australijskiego wybrzeża w kierunku Sydney. Do celu dotarło tylko trzech. Ale bez pomocy rdzennych mieszkańców Australii prawdopodobnie nie przeżyliby tej drogi.
Nie byli to skazańcy ani osadnicy. Byli ludźmi związanymi z załogą prywatnego statku handlowego Sydney Cove, który płynął z Kalkuty do Sydney z ładunkiem przeznaczonym na sprzedaż w kolonii.
Co ciekawe, większość grupy wcale nie stanowili Europejczycy. Wśród siedemnastu ludzi, którzy wyruszyli po pomoc, było 5 Europejczyków i 12 marynarzy z subkontynentu indyjskiego, określanych wówczas jako lascarowie. W źródłach wielu z nich opisywano jako marynarzy bengalskich.
W grupie znajdował się między innymi William Clark, supercargo, czyli przedstawiciel właścicieli odpowiedzialny za ładunek i interesy handlowe statku, pierwszy oficer Hugh Thompson, cieśla okrętowy oraz inni członkowie załogi.
Sydney Cove rozbił się w rejonie Wysp Furneaux w Cieśninie Bassa. Siedemnastu ludzi ruszyło łodzią po pomoc do Port Jackson, ale ich łódź również została rozbita na wybrzeżu dzisiejszej Wiktorii.
Zostało im jedno wyjście – iść pieszo na północ. Przed nimi było około 600–700 kilometrów wybrzeża.
Szli plażami, przez skały, lasy, ujścia rzek i tereny, których kompletnie nie znali. Dla nich była to nieznana ziemia. Dla rdzennych mieszkańców Australii były to tradycyjne ziemie znane od niezliczonych pokoleń.
W pobliżu Nadgee rozbitkowie spotkali ludzi Thaua. Zamiast wrogości otrzymali pomoc. Rdzenni mieszkańcy wskazywali im drogę, dzielili się jedzeniem i pomagali przy przeprawach przez rzeki.
Dalej na północ kolejne społeczności rdzennych mieszkańców Australii dzieliły się z nimi pożywieniem, między innymi małżami i innymi skorupiakami, zapraszały ich do obozowisk i przewoziły przez rzeki w łodziach z kory. Rozbitkowie korzystali również z miejscowych szlaków, dzięki którym mogli omijać najtrudniejsze fragmenty wybrzeża.
Nie wszystkie spotkania były pokojowe. Dochodziło również do napięć i przemocy. Głód, choroby i skrajne wyczerpanie zabijały kolejnych ludzi.
Po około dwóch miesiącach marszu z siedemnastu osób zostały tylko trzy. Byli to William Clark, John Bennet oraz jeden z bengalskich uczestników wyprawy, którego nazwisko nie zachowało się w większości późniejszych relacji.
Dotarli do rejonu Wattamolla, na południe od Sydney, gdzie zostali odnalezieni i uratowani.
Historia Sydney Cove jest często przedstawiana jako jedna z najbardziej niezwykłych historii przetrwania we wczesnej Australii. Ale ma również drugą stronę, o której warto pamiętać.
Ci ludzie nie szli przez pustą, niezamieszkaną ziemię.
Szli przez tradycyjne ziemie rdzennych mieszkańców Australii.
Byli obcymi, zagubionymi ludźmi, którzy nie wiedzieli, gdzie znaleźć wodę i jedzenie ani jak bezpiecznie przekraczać rzeki. Rdzenni mieszkańcy znali tę ziemię, jej szlaki, wodę i źródła pożywienia. I w wielu miejscach zdecydowali się tą wiedzą z przybyszami podzielić.
Bez tej pomocy historia siedemnastu rozbitków z Sydney Cove mogłaby zakończyć się śmiercią wszystkich.