31/12/2025
O nieprzyjemnych skutkach braku lubrykacji.
Czekałem na dobrą okazję, żeby zająć stanowisko w temacie "normalizacji picia alkoholu", "budzenia traum" i "epatowania wyzwalaczami". Z końcówką roku, kampania reklamowa Browaru Łomża, emitowana od niemal miesiąca zyskała status viralowej i social media zapłonęły, dostarczając jakościowego materiału. Sygnałem do działania niewątpliwie jest zapowiedź wniesienia skargi o obrazę uczuć religijnych, która już padła, więc skoro największe działa zostały wytoczone, z czystym sumieniem mogę dorzucić 3 grosze.
Święty Mikołaj pod postacią Tomasza Karolaka, siedzący pod choinką z zielonych butelek po piwie, sączący po fajrancie wyjętą z worka prezentowego Łomżę to nie jest może standardowa wizja, jaką roztaczamy przed dziećmi w wigilijny wieczór w oczekiwaniu na prezenty - ale jeśli druga strona sporu uważa, że świątecznym standardem jest upojenie alkoholowe, przemoc domowa i psychologiczna trauma, przed którymi trzeba chronić najmłodszych i (mam wrażenie) zwłaszcza starszych, to nie wiem, czy jesteśmy w stanie się tu jakoś dogadać. Chciałbym być dobrze zrozumiany - nie uważam tematu za zasługujący na obśmianie, a raczej na odpowiednie zaadresowanie, jako problem, który należy rozwiązać. Z tym, że proponuję zacząć od siebie i przepracowania tego, co tam kogo boli, bo inaczej pozamykamy się w klasztornych celach i tyle będzie z kultury odpowiedzialnego spożycia alkoholu w Polsce.
Tak, jak patologię należy piętnować - tak też piwo po przepracowanym porządnie dniu, czy podczas rodzinnej celebracji nie jest niczym złym i towarzyszy ludzkości od czasów przed wynalezieniem pisma. Pełni swoją rolę kulturową i społeczną, którą w ostatnich latach trochę zatraciliśmy, nad czym ubolewam.
Na całe szczęście jako producenci kraftowi nie musimy się z niczego tłumaczyć, bo z definicji tworzymy produkt premium, a nie denaturat i nie służy ono w pierwszej kolejności do intoksykacji, tylko lepiej niż inne segmenty rynku sprzyja spotkaniom, celebracji, rozmowom, dobremu jedzeniu, wszelkim przyjemnym chwilom, które chcemy podkreślić. Myślę, że większość z nas, ludzi piwnego rzemiosła, właśnie z tego powodu trafiła do tej branży.
Z tej perspektywy, pandemia COVID-19 staje się po raz kolejny cezurą, która zmieniła naszą rzeczywistość. Mniej wychodzimy, rzadziej się spotykamy, statystyki czy to sprzedaży piwa, czy gości w szeroko pojętej gastronomii i na festiwalach są jednoznaczne. A szkoda, bo może dobrze zrobiłoby to na szeroko rozpowszechnioną polaryzację, nie tylko odnośnie reklamy z wypalonym zawodowo Mikołajem, której i tak młode pokolenie nie obejrzy, bo przestaje oglądać telewizję.
Jeśli ktoś się odzwyczaił, proponuję - wyjdźcie z domu, zabierzcie dobry nastrój, napijcie się kraftowego piwa i pogadajcie z kimś, kto może niekoniecznie ma te same poglądy na rzeczywistość, ale wcale nie musi być wrogiem, którego należy zgnieść w dążeniu do naprawienia świata. O tym jest właśnie bliskie mi powiedzenie, że piwo zostało wynalezione jako oliwa w trybach społecznej machiny.
Tudzież, społeczny lubrykant. Lepiej stosować, niż później narzekać, czego sobie i Państwu życzę.