23/06/2026
Wyobraźcie sobie 12-letniego chłopaka, który po szkole zamiast oglądać kultowego Dragon Balla, wsiada z Tatą do samochodu i jedzie do biura maklerskiego... 🫢
Brzmi nietypowo? Dla Łukasza, prezesa Kuchni Vikinga, to była codzienność.
Z okazji Dnia Ojca zaprosiliśmy do rozmowy jego Tatę, Pana Witolda, żeby zapytać, jak wyglądały tamte lata i skąd w Łukaszu wzięły się wartości, które dziś pomagają mu budować największą firmę z gotowymi posiłkami w Polsce.
Był początek lat 90. Polska giełda dopiero stawiała pierwsze kroki, a dla Taty Łukasza była szansą na lepszą przyszłość rodziny. Po pracy odbierał syna ze szkoły i razem jechali do biura maklerskiego. Nie była to zaplanowana lekcja przedsiębiorczości. To było zwykłe życie. Łukasz nie siedział jednak cicho w kącie. Pytał: „Co to jest akcja?”, „Tato, ile na tym zarobisz?” albo „Co zrobimy, jak stracimy nasze pieniądze?”.
To wtedy obserwował odwagę, determinację i gotowość do podejmowania decyzji. Słyszał też rady, które zostały z nim na lata: „Własny biznes daje swobodę. Jeśli będziesz solidny, na swoim zawsze wygrasz” oraz „Ile byś nie szukał, zawsze znajdziesz lepsze”.
Ale przedsiębiorczości uczył się nie tylko przy giełdowych notowaniach. Były też treningi piłkarskie, dojazdy, obowiązki i codzienność, która wymagała dyscypliny.
Tata Łukasza wierzył, że nie wszystkiego można nauczyć się z podręczników. Równie ważne są sport, relacje z ludźmi i lekcje, które daje samo życie.
To z domu i z boiska Łukasz wyniósł odpowiedzialność, solidność i przekonanie, że największe rzeczy osiąga się wspólnie. Bo choć talent może należeć do jednej osoby, zwycięstwa zawsze należą do drużyny. Od najmłodszych lat było też widać, że celuje wysoko. Jako nastolatek zapytał kiedyś Tatę:
„Czy znasz kogoś z lokalnej ligi, kto później grał w Barcelonie albo Realu? Bo jeśli mam coś robić, chcę celować najwyżej.”
Łukasz od ósmego roku życia trenował piłkę nożną. Nie zawsze był najlepszym zawodnikiem na boisku, a mimo to co pół roku drużyna wybierała go na kapitana.
Z perspektywy czasu widać, że już wtedy chciał brać odpowiedzialność za zespół. Nie po to, żeby być w centrum uwagi, ale po to, by prowadzić innych i odpowiadać za wynik całej drużyny.
Dziś Łukasz prowadzi firmę, która jest liderem swojej kategorii, produkuje dziennie ponad 350 tysięcy posiłków i ciągle mu mało. 😉
Patrząc na jego drogę, trudno nie pomyśleć, że gdyby nie Tata, historia małej pizzerii w centrum Białegostoku mogłaby nigdy nie zamienić się w firmę zatrudniającą ponad 2000 osób i obsługującą setki tysięcy klientów w całej Polsce.
Panie Witku, dziękujemy za wychowanie człowieka, który rozumie, że za każdym wielkim osiągnięciem stoją ludzie, relacje i wartości wyniesione z domu.
A wszystkim Tatom życzymy dziś dumy ze swoich dzieci, cierpliwości do miliona pytań i wielu chwil, które dziś wydają się zwyczajne, a po latach okazują się najcenniejszymi wspomnieniami.
Szczęśliwego Dnia Ojca! 💛