31/03/2026
To koniec pewnej ery... Dziękujemy za 21. edycję WFP! Wasza obecność na naszym stoisku była najlepszym zwieńczeniem tych trzech intensywnych dni. Dziękujemy za każdą zbitą pionę, rozmowę i wspólną degustację. Nasze piwa gościły na kranach Warszawskiego Festiwalu Piwa przez 20 wspaniałych edycji – to kawał historii, którą tworzyliśmy razem z Wami.
Musimy być jednak z Wami brutalnie szczerzy: to była nasza ostatnia edycja tego festiwalu. Drastyczny wzrost kosztów organizacji stoiska to jedno, ale realia rynkowe są bezlitosne – przy obecnych cenach, gdzie pilsy czy ipki można dostać za 4,50 zł w SuperDuper Markecie, wyjazd na festiwal ma sens tylko wtedy, gdy lejemy wyłącznie nasze najbardziej porypane Pastry Stouty. Bo umówmy się, tylko przy pierdyliardzie dodatków i tonie cukru da się jeszcze na tym wszystkim cokolwiek zarobić. I właśnie to nas ostatecznie zgubiło.
Przez chroniczne niewyspanie wynikające z ręcznego dodawania tych wszystkich pianek marshmallow, syropu klonowego i mleka skondensowanego do kegów, po prostu nie sprawdziliśmy schładzarek przed sezonem. Kompletnie umknęło nam, że jeszcze w zimie myszy szukające ciepła przegryzły nam linie. Na samym początku festiwalu doszło do katastorfy. Nasz flagowy, ostro porypany Pastry Stout pod ogromnym ciśnieniem zalał całe stoisko. Substancja okazała się tak ekstremalnie lepka, że trzech klientów na stałe przykleiło się do podłogi i musieliśmy wycinać kawałki parkietu przed stoiskiem, żeby mogli w ogóle wrócić do domów. Ponoć jeden z nich do dzisiaj błąka się po Warszawie z deską przytwierdzoną do lewego buta.
Najgorzej, że paru ludzi, którym ten „sztos” osobiście poleciliśmy, zaliczyło po nim gastryczny armagedon. Ich flaki po prostu nie uciągnęły tej dawki skondensowanego mleka, pianek i syropu – mówiąc wprost: ostro ich posrało. Zamiast festiwalu mieli nocny maraton na muszli klozetowej, a teraz straszą nas pozwami za obsr... ubrania i „totalne rozszczelnienie układu wydechowego”.
Tak czy inaczej, dziękujemy wszystkim, którzy byli z nami podczas tej edycji WFP. To były trzy intensywne dni, kilka trudnych decyzji, trochę strat materialnych, sporo emocji i prawdopodobnie co najmniej jeden człowiek, który jeszcze dziś odkleja podeszwę od festiwalowego parkietu.
Anyways do zobaczenia gdzieś na piwnym szlaku.
Cya!