14/08/2026
W krakowskim ZOO kucyk ugryzł dziecko! Jak do tego doszło?
Przecież w ogrodach zoologicznych nie wolno karmić zwierząt. Tak, ale w krakowskim ZOO jest mini zoo gdzie można to robić - karmą ZOO (nie własną) i pod nadzorem pracownika.
I kucyk ugryzł... Mama filmowała ekstra doznania dziecka, które były aż nadto ekstra w złą stronę. Dziecko zostało zaopiekowane prze lekarza, a ponieważ kucyk nie był szczepiony na wściekliznę - otrzymało szczepionkę, lekko odchorowało. Mama wystąpiła o odszkodowanie, ubezpieczyciel odmówił. Cała historia w linku na końcu posta. Komentarze pod artykułem są przewidywalne, od Sasa do Lasa.
Mój komentarz.
Bo kucyk nie był szczepiony, bo nie wypłacają odszkodowania...
To ważne, ale najważniejsze że do faktu doszło – a nie powinno. Co komu z odszkodowania w porównaniu z traumą dziecka i ryzykiem utraty palców?!!!
Teraz już wiecie, dlaczego wymagamy od naszych Gości przeczytania regulaminu ze zrozumieniem i potwierdzenia tego podpisem na bilecie. Oprócz tego na furtce przy wyjściu na wybieg, gdzie są świnie jest przypomnienie żeby nie karmić świń z ręki oraz przypominamy o tym przy wręczaniu karmy. Nasze świnie nie są agresywne, ale bywają łapczywe bezpiecznie z ręki można by je karmić marchewką o długości 40 cm ;) Oprócz, jak ktoś karmi marchewką to palce pachną marchewką i nie należy ich pchać do pyska marchewkożerców – bo mogą spróbować co tak pachnie... Szczególnie to ważne przy królikach, czyli zwierzętach których żadne dziecko się nie boi. A królik ma zęby jak obcęgi!. Stąd dla królików przeznaczamy marchewkowe długie „frytki”.
Nie ma obawy przed ugryzieniem alpak, kóz, owiec. Nie słyszałem o takich przypadkach. Nawet jak ktoś wsadzi palec do pyska (!) i koza ugryzie, to może trochę zaboleć ale palca się nie straci.
W przypadku krakowskiego kucyka ubezpieczyciel odmawia wypłaty ubezpieczenia, bo wina mamy – pozwoliła karmić bez nadzoru pracownika, którego nie było. Ja się pytam – czemu nie było?! Wyszedł na siku to mógł zamknąć wejście do mini zoo albo zapewnić zmiennika. Poza tym drobną karmą karmi się konie (kozy, owce alpaki itp.) na otwartej płaskiej dłoni. Na kadrze z nagrania mamy tego nie widać. Czy jest tam rzucająca się w oczy tablica z rysunkiem i tekstem jak karmić? Nie wiem, ale powinna być!
Wracając do wścieklizny.
Kucyk nie był zaszczepiony, teraz ZOO zaszczepi wszystko, co się da. Lepiej późno niż wcale, ale clue w tym „co się da”. Bo nie wszystko się da.
Szczepionka przeciwko wściekliźnie jest specyficzna gatunkowo, czyli inna dla psowatych, kotowatych, łasicowatych, inna dla roślinożerców. Nawet jak pies zeżre zrzucaną z powietrza szczepionkę dla lisów, zaleca się kontakt z weterynarzem. Dla roślinożerców jest szczepionka dla koni i bydła (w tym kóz i owiec). Dla psów jest obowiązkowa, dla innych gatunków nie jest. Dla świń w ogóle nie ma!
Lekarz w przypadku ugryzienia przez zwierzę podejrzane o wściekliznę może zdecydować o podaniu antybiotyku, a przy wysokim ryzyku zakażenia wścieklizną – swoistej immunoglobuliny i szczepienia przeciwko wściekliźnie. To zwiększy szansę, że choroba się nie rozwinie, nawet jeżeli pies był chory. Kluczowe jest stwierdzenie, że "zwiększy szansę", co nie oznacza że wykluczy szansę. Czy jeżeli przed wejściem na pokład samolotu usłyszycie, że szansa na katastrofę nie jest większa niż 10% - polecicie, czy wybierzecie statek? Chociaż nie było przypadku, żeby samolot nie wrócił na ziemię ;)
Jako iż wścieklizna to choroba z paskudnymi objawami i w 100% śmiertelna (w straszny sposób) – czy warto szczepić inne zwierzęta? No bo na teren gospodarstwa może dostać się chory na wściekliznę lis, szczur czy wiewiórka (sarna też może być wściekła).
Niekoniecznie. Dlaczego?
Odpowiedź to postępowanie w przypadku pogryzienia przez zwierzę, które można obserwować - przez 15 dni. Jeżeli zwierzę nie wykazuje objawów, leczenia nie podejmuje się.
Chociaż inkubacja wścieklizny to zwykle 1-3 miesiące, w skrajnych przypadkach od kilku dni do roku.
Ponieważ nasze zwierzęta są pod naszą stałą obserwacją a objawy wścieklizny są bardzo wyraźne, nie ma obawy – przyjeżdżajcie ;)
Leczenie w przypadku ugryzienia i podejrzenia wścieklizny.
Teraz aplikuje się szczepionkę (5 dawek) i ewentualnie surowicę (immunoglobulinę).
Ale nie zawsze było tak fajnie.
Dawno, dawno temu (40-60 lat temu i wcześniej) jeżeli zwierzę można było obserwować to było OK. Jeżeli je ubito, robiono badanie mózgu. Jeżeli znaleziono ciałka Negriego, to zwierzę było wściekłe. Jeżeli ciałek Negriego nie znaleziono, diagnoza brzmiała – wścieklizny nie wyklucza się! I ponieważ, jak napisałem wyżej to straszna choroba, delikwent otrzymywał serię bolesnych zastrzyków w brzuch.
Miałem tak w latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia. W Lasku Wolskim potrąciliśmy autem bors**a. Borsuk uciekł jak podeszliśmy zobaczyć, co wpadło pod koła. Ruszyliśmy w pogoń i po sforsowaniu kilku ogrodzeń (borsuk pod, my nad) schwytaliśmy, nie bez ofiar. Fizyczny został z pogryzioną dłonią. S**a bors**a została opatrzona i umieszczona w klatce w nieużywanym pokoju w Gospodarstwie AR (obecnie Uniwersytet Rolniczy)w Przegorzałach, gdzie Fizyczny kierownikował. Rano okazało się, że silne zwierzę rozwaliło klatkę i uciekło prze okno – z pierwszego piętra. Jak się nie zabiło? Po pierwsze, im mniejszy organizm, tym lepiej znosi upadek. Czemu? Bo jak wymiary linowe to X, to powierzchnia ciała to X do kwadratu, a ciężar to X do sześcianu. Dlatego jak słonia się zrzuci na bok z 3 metrów to się zabije, a mrówka zniesie w dobrym zdrowiu upadek z Pałacu Kultury ;)
Nasz borsuk w dodatku był (a raczej była) sprytny. Na ścianie pod oknem zauważyliśmy nad ziemią dwie smugi. Czyli borsuk rzucił się w dół po ścianie a przy ziemi odbił się od niej, dzięki czemu przekierował wektory. Podkop pod ogrodzeniem ogródka powiedział na że z obserwacji zwierza nici. No i otrzymałem serię zastrzyków w brzuch, część sam sobie zrobiłem (jeden semestr weterynarii na zootechnice). Nie były aż takie bolesne.
Tu dykteryjka. W trakcie serii zastrzyków byliśmy na imprezie. Aby złapać psa, który był ze mną – poderwałem się i gwałtownie ruszyłem biegiem. Ale obok mnie spała Ceśka, s**a gospodarzy. Nie robi się tak, u suki zadziałał instynkt. Złapała mnie za nogę i zostały krwawe ślady, niegłębokie. Pytam gospodarzy czy Ceśka była szczepiona na wściekliznę. Była, była, proszę się nie niepokoić. Nie o to chodzi, mówię. JA jestem w trakcie serii zastrzyków przeciwko wściekliźnie i nie chcę aby pies się zaraził... To rozładowało sytuację i gospodarz ze śmiechem przyniósł płyn aby to uczcić.
Potem było już łatwiej, o czym przekonała się Szefowa. Kilkanaście lat temu nasze psy dorwały na łące obcego kota. Szefowa go uratowała i poturbowanego wzięła na ręce. Kotek w szoku ugryzł ją w rękę... i skonał. Ale wtedy już z mózgu padłego, podejrzanego zwierzęcia robiono preparat i szczepiono nim myszy. Jeżeli nie zachorowały, osoba pogryziona okazywała się zdrowa. Nie ma tego złego, coby na dobre nie wyszło. Jestem jednym z niewielu facetów, którzy mają papier że żona nie ma wścieklizny. U innych, jak wyżej – wścieklizny nie wyklucza się ;)
No a teraz jest miodzio jak wyżej.
Ale zawsze – bezpieczeństwo przede wszystkim. Dlatego mimo iż mieliśmy konie, teraz ich nie mamy. To duże i silne zwierzę, musiałby ktoś zawsze być obok. Nie wiadomo, co ludzie wymyślą i zrobią. Przykładów znam dużo, czasami kuriozalnych. Niekoniecznie dlatego że ludzie głupi i nie myślą (chociaż czasami tak). Po prostu są oderwani od natury i nie zdają sobie sprawy lub nie wiedzą. Trzeba myśleć za siebie i za innych. Podobnie jak mądry motocyklista myśli za siebie i za innych, bo nie jest chroniony przez puszkę (auta).
Dodatkowo ludzie myślą, że kucyk jest mały. Mały, bo krótkie nóżki. Ale kłoda (tułów), szyja i łeb prawie jak u dużego konia. Siły ma niewiele mniej niż duży koń. Charakter? To koniki prymitywne, czyli stabilne psychicznie ale charakterne. Pokonać, przekonać go może rozpalone żelazo przyłożone do boku albo... miłość i stalowa konsekwencja. Pierwszego nie radzę, bo każdy kucyk jest wiele, wiele razy silniejszy niż człowiek i nawet pokonany, poskromiony – zawsze będzie sprawdzał i próbował czy może być górą. Zwykle w końcu daje radę, z różnym skutkiem (często bolesnym dla człowieka). Siła to nie jest rozwiązanie, wszystko jest w głowie!
Zdrówka!
Dwuletni chłopiec został ugryziony przez kucyka w krakowskim Mini ZOO. Jak ujawniła "Wyborcza", zwierzę nie było szczepione przeciwko wściekliźnie. Dziecko trafiło do szpitala i otrzymało serię szczepień.