11/04/2026
Witajcie kochani w tym jakże ciekawym roku, w którym zima niby już sobie poszła, ale wiosna nie może się zdecydować, czy chce być wiosną, czy wolałaby jednak być zimą. Zeszły sezon dał nam mocno w kość, ogórków prawie nie było, pomidorów może z połowa, weszła zaraza i skończyło się moje sielankowe podejście, że będzie, co będzie, bo w poprzednich latach na luzie i zawsze coś było, a w zeszłym roku okazało się, że trzeba było sięgnąć po środki ochrony roślin i tu okazało się, że nie mam totalnie żadnej wiedzy w temacie. Na szczęście jest mnóstwo specyfików już teraz do upraw ekologicznych i udało się zarazie na jakiś czas zaradzić, ślimaki szalały niemiłosiernie, ale nie było tylko bardzo źle, nawet udały się nam ziemniaki, cebula i sałaty.
W tej całej ślimakowej sprawie wydarzyła się ciekawa historia, zostałam poproszona o adoptowanie kaczora piżmowego, który mieszkał w budzie z psem i był dokarmiamy przez wolontariuszkę. Kaczora przygarnęłam,, ale okazał się kilka razy większy od moich kaczych biegusek, a że w wiosennym szale zakochania się kaczory nie przebierają, to musiałam sprowadzić mu panią kaczkę odpowiednią do jego gabarytów i w ten sposób dorobiłam się kaczego składu do poskramiania ślimaków, już na jesieni maluchy pokazały, co potrafią, a teraz biegają po całej posesji, więc miejmy nadzieję, że ślimakowy problem w tym roku będzie opanowany.
W ten rok wchodziłam z niemałym lękiem, co będzie, ale jak tylko zaczęłam grzebać w ziemi, to mi wszystkie strachy odeszły, jestem tylko dobrej myśli, mimo tego, że po nałożeniu folii na namiot wiatr obalił pół ściany. Szczęście, że nie całą i staramy się z reanimować tunel, po części się udało, ale trzeba dokończyć i założyć folię na następny. Najgorszy jest wiatr, bo założyć płachtę 25x8 metrów to nie lada wyzwanie, najlżejszy podmuch i z folii się robi latawiec.
Poza tym to, co posiane rośnie, to co posadzone przed zimą też, teraz mnóstwo roboty przed nami, więc trzeba zakasać rękawy i już.