23/07/2025
Tyle się u nas działo ostatnio, że nie możemy tego przedstawiać w formie dotychczasowej. Czyli - jeden temat na jeden post....
Kuriozalnie, brakuje czasu na to żeby dawać Wam nawet krótkie info z intensywnego z życia naszej farmy, w uporządkowanej formie.
Więc dzisiaj będzie telegraficznie i chaotycznie.
I na wesoło 🌿🌺😊
Po pierwsze -wtajemniczeni wiedzą, że nasze Podhalany nie były dotychczas przyjaciółmi kotów, również naszych 😢
Więc gdy Silka, jako ostatni kot wyjechała, nastała długa cisza w temacie.
Tymczasem szczury uznały, że to ich zwycięstwo🙇♀️
Panaceum miał być Bondi, nasz słynny z rozkoszy własnych i myśliwskich zapędów Parsson Russell Terrier. Ale udało się to jedynie poniekąd, bo uznal, że jak polować to polować. Bez wyjątków🤷♀️
No i tu mamy zgrzyt delikatnie mówiąc. A na to szczury - 'super, do alpak i kur go nie wpuszczą, to my zostajemy i kolonizujemy'. Farma to farma.
Więc gdy była okazja przygarnęliśmy kotki.
Nie jednego. Mamę i sześć kociąt.
Äiti ,Yksi, Kaksi, Kolme, Neljä, Visii, Kuusi.
Mamy rok fiński, jakby ktoś miał z tym problem..😉 Poza tym to banalne jest.
Mama, 1,2,3,4,5,6, każdy chyba umie liczyć do 10 🤔 Ładnie, już zapamiętaliście, prawda? Prawda? 😟
Jak zwykle - darmowe zwierzątka są najdroższe nie tylko w uczuciach, ale i eksploatacji 🙇♀️
Ile kotów, tyle chorób. W zasadzie wszystko. Ale ok, z tym dajemy radę.
No ale psy...🤔 Póki co, wszystko idzie dobrym torem, uczymy miłości psio-kociej, na razie bez ofiar😁
Po drugie, strzyża. Tym razem alpaczy fryzjer, manicure i spa. Kulturalnie, na łóżeczku pod parasolem, słoneczko świeci, ptaszki śpiewają, nieomal brakuje tylko drinka z palemką....
Opieka pieszczotliwo-psychologiczna w pakiecie. Bez pośpiechu, z uwzględnieniem indywidualnych potrzeb. Niektórzy niekoniecznie wyrażali absolutny zachwyt, ale głównie boomersi stwierdzili, że spoko🙄
Strzyżenie baby alpak to wyzwanie, dla nas i dla nich 🙇♀️ Tahiti po wszystkim zaległa wśród kwiatków na dłużej....
Po trzecie, mamy jak co roku pisklęta wielu generacji, w tym dzieci szczególnej troski. Na tym polu nie mamy typowo polskich problemow z dzietnością, depopulacja nam nie grozi.
Po czwarte, w kolejny mokry, chłodny dzień, znalazłam deszczową alpaczą dziewczynkę na pastwisku. Ten sam scenariusz jak z Pikku Pikku.
Tym razem ogromna, przepiękna królewna o kolorze kawy mokka. I takie imię dostała. Mokka. Żeby nie było - po fińsku jest tak samo 😉😁
Niestety mama, czarna Dakota nie chciała dawać swojej kawowej dziewczynce mleka.
Było więc ściąganie, cudowanie i butla z Naninym, kozim mleczkiem.
I co pomogło po dwóch dniach zmagań?
Dwie godziny naszej rozmowy face to face, pieszczoty i łagodna perswazja.
Po czym moja ukochana Dakotka wstała, rozstawiła spokojnie i szeroko nogi, żeby mała Kawusia mogła się wreszcie najeść...
Kawa z mlekiem. Uff.
Na zakończenie parę fotek - i do szybkiego usłyszenia w wolnej chwili 🌿🌺🤗
PS Był jeszcze Kowal i stomatolog osiolkowy, ale o tym w kolejnym odcinku 🤗