Zjem. Cóż lepszego nad dobre jedzenie!

No, niewiele :)
Dlatego właśnie niestrudzenie przemierzam świat w poszukiwaniu nowych smaków, doznań i przyjemności, goniąc to uczucie kulinarnej PEŁNI, z przyświecającą mi jedną myślą, celem i misją... ZJEM.

Zjem w Warszawie.    Rany, rety, cóż to była za wyżerka!Jakoś mi zazwyczaj nie po drodze na Kruczą. Na spotkania towarzy...
18/02/2026

Zjem w Warszawie.


Rany, rety, cóż to była za wyżerka!
Jakoś mi zazwyczaj nie po drodze na Kruczą. Na spotkania towarzyskie wybieram zazwyczaj przytulniejsze miejsca, a i moje kubki smakowe preferują dania raczej z kategorii akrobatyki kulinarnej, niż ot, schaboszczaka z surówką. Lokal Vegan Bistro ma wystrój dość surowy, raczej na szybki obiad niż długie posiadówy. Wczorajszy wieczór udowodnił mi, że człowiek (czyli w tej opowieści: ja) jest istotą omylną.

Nie chodzi o to, że zarówno chrupiący schaboszczak, jak i seitanowy stek, które podskubywałam od moich towarzyszek w oczekiwaniu na moje zamówienie, były wspaniałe.
Choć były.

Placek ziemniaczany jednak, wypełniony sosem śmietanowym z boczniakami i pieczarkami, udekorowany twarożkiem z tofu i chutneyem z czerwonej cebuli – ten placek, to było zaiste niebo w gębie i akrobatyka kulinarna do kwadratu.
Gwoli dopełnienia rygoru definicyjnego: akrobatyka kulinarna jest wtedy, kiedy ładujesz widelec w talerz naładowany różnoraką dobrocią i nie zastanawiasz się nawet, co dokładnie żeś nadział/-a, bo wszystko się ze sobą łączy tak wspaniale, że odruchowo zamykasz oczy i na chwilę przenosisz się w inny świat.
Tak właśnie było.
W kategorii domowe i wegańskie – Lokal Vegan Bistro nie ma sobie równych, CHANGE MY MIND.

Zjem w Warszawie.    ́niadanie  Dzisiejsza zimowa aura – raczej z tych szaro-buro-pluchowatych. Po przekroczeniu drzwi S...
07/02/2026

Zjem w Warszawie. ́niadanie

Dzisiejsza zimowa aura – raczej z tych szaro-buro-pluchowatych. Po przekroczeniu drzwi SHUKa jednak – wchodzimy w bliskowschodni gwar, pełen smaków i kolorów. Trzeba się jakoś ratować.

Śniadanie w SHUKu to zawsze dobry pomysł. Zestawy są różnorodne i rozbudowane, wszystko pyszniutkie. Zdziwiłam się tylko, że w wegetariańskiej knajpie, w bogatej śniadaniowej ofercie, jest cała jedna opcja wegańska – szakszuka z bakłażanem. Chciałoby się więcej, szczególnie że fazę szakszukową mam już za sobą.

Po dłuższej chwili wewnętrznej walki, wybrałam śniadanie tureckie – j***o poche w jogurtowym sosie haydari (czyli na moje: jajka po turecku;), hummus ziołowy, sałatka, pikle, słodki akcent – kadayif z daktylem. Do tego – WSPANIAŁA BRIOSZKA. Zestawy są skomponowane w podobny sposób – jakaś forma jajka, jakiś rodzaj sera, pikle, hummus, sałatka. Ale ta brioszka, miziana w haydari – poezja!
Jako że poziom cukru po śniadaniu oceniłyśmy na ZBYT NISKI, uraczyłyśmy się jeszcze kawałkiem tarty cytrynowej i banoffee do podziału, przy czym moje uszy trzęsły się bardziej przy tym drugim. Do tego pyszna kawka na owsie.

No warto było zwlec się z łóżka i bujnąć na Ochotę.

Zjem w Warszawie.     W pizzy często idę w klasykę - porządna margherita mogłaby być podstawą mojej diety (DIETY HUE HUE...
23/01/2026

Zjem w Warszawie.

W pizzy często idę w klasykę - porządna margherita mogłaby być podstawą mojej diety (DIETY HUE HUE), ale tym razem skusiło mnie połączenie kremu dyniowego, szpinaku, koziego sera, miodu i orzechów. Wynik eksperymentu był więcej niż satysfakcjonujący.

Oryginalne mixy smaków, smakowite napitki (u mnie napar imbirowy oraz mocktail winogrono-cytrusowy Uva Viva - w pierwszym momencie rozczarowała mnie nieco jego objętość, ale przez swój intensywny, słodko-kwaśny smak okazał się idealny do powolnego sączenia) sprawna obsługa - wszystko się zgadzało.
CASA DI TUZZA - Pizza Napoletana - bardzo przyjemne miejsce na pickę neapolitańską w centrum Warszawy.

Zjem w Toruniu.  Co zjeść w Toruniu poza piernikami?Śniadanie w Bułka. Na śniadanie jada się na przykład tosta z awo, ja...
30/11/2025

Zjem w Toruniu.

Co zjeść w Toruniu poza piernikami?

Śniadanie w Bułka. Na śniadanie jada się na przykład tosta z awo, jajkiem poche, burratą i pesto-miętowo-pistacjowym. Popija się cappuccino, suto wzbogaconym u brzegu filiżanki słodziutką pastą pistacjową. Wspomnienie tej kawy pozostanie w moim serduszku na długo 💚.

Obiad w restauracja monka. Na obiad wcina się różności z menu talerzykowego, na spółę z przyjaciółmi. Warzywne kąski taplające się w sosach i panierkach: zapiekanka ziemniaczana Anny (konfitowane ziemniaki w maśle z tymiankiem i czosnkiem, majonez truflowy, ser), krokiety z kalafiora (sos z sera szwajcarskiego, wędzona słodka papryka), wegański szaszłyk (marynowane boczniaki i brunatne pieczarki, glazura imbirowo-sojowa, sojonez, szczypiorek, wegański parmezan). A jeśli źle się wycyrkluje wielkość porcji i w żołądku pozostanie jeszcze przestrzeń do zagospodarowania, można domówić na przykład zielone ravioli. Nadzienie interesujące (ricotta z pieczoną dynią, musztarda francuska i suszone morele, masło palone z szałwią), sam makaron był jednak nieco gumiasty. Ravioli nie dorównało talerzykowym przyjemnościom, które były dla mnie kulminacyjnym gastro-punktem tego wyjazdu. Lepiej niż ravioli na główne danie sprawdziła się równie reprezentacyjna, choć niestety z talerza obok – szpinakowa lazania.

Na deser miałam Wam polecić miejscóweczkę na puszyste tiramisu o smaku włoskiej nostalgii, jednak zdaje się, że zdążyła się ona zamknąć w ciągu 2 tygodni, które upłynęły od naszej wizyty. Wrzucam zatem jedynie sentymentalną foteczkę.

Można też oczywiście jeść pierniki na śniadanie, obiad i kolację. Bo kto wam zabroni.

Zjem w Warszawie    Taki właśnie powinien być Restaurant week: zaskakujący, piękny wizualnie, i bardzo, ale to bardzo py...
11/11/2025

Zjem w Warszawie

Taki właśnie powinien być Restaurant week: zaskakujący, piękny wizualnie, i bardzo, ale to bardzo pyszniutki. Trafiasz w miejsce, w którym nigdy wcześniej nie byłaś, ba! Nawet o nim nie słyszałaś, a przy wyjściu kołacze się w głowie jedna myśl: CHCĘ WIĘCEJ!
Tak właśnie było w Brunch & Celebration. Przytulny wystrój, wygodna kanapa, swobodna atmosfera, pomocna obsługa. Przede wszystkim jednak, pierwszorzędna szamka. Nic, tylko świętować!
I tak, w ramach festiwalowego menu, dostałyśmy:
na przystawkę – tabbouleh z grillowanym serem halloumi i miętą.
Na główne – boczniak królewski z truflowym puree ziemniaczanym, consome grzybowym i kruszonką rozmarynową.
Na deser – ciasto daktylowe z lodami waniliowymi i pistacją.
Wszystko pyszniutkie i podane z dużą dbałością o estetykę, ale co tu dużo gadać, boczniak pozamiatał. Po pierwszym kęsie zachwytu nad ziemniaczkami myślałam, że już nic lepszego mnie tego wieczoru nie spotka, a tu proszę – boczniak królewski, nomen omen, szybciutko wyprowadził mnie z błędu.
Pozytywnie zaskoczył mnie też deser – na pierwszy rzut oka ciasto jak ciasto, ja z takimi suchymi ciastami to lubię się tyle o ile, ale coś nieoczywistego kryło się w tym smaku – do tego lody, do tego posypeczki, no naprawdę była to bardzo zacna wisienka na torcie.
Jedyna moja doczepka byłaby w temacie śladowej ilości dań wege w menu głównym. Niemniej, po przeżyciach tego jakże udanego wieczoru, bardzom ciekawa nawet tych nielicznych opcji.

Zjem w Warszawie.  Sukces! Po latach przymiarek i porzuconych kolejek, wreszcie udało mi się zjeść w Bibendzie.Po przete...
13/10/2025

Zjem w Warszawie.

Sukces! Po latach przymiarek i porzuconych kolejek, wreszcie udało mi się zjeść w Bibendzie.

Po przetestowaniu 6 pozycji z karty, na podium tego wieczoru znalazły się:
1. dynia & cukinia z tahiną i pikantną zieleninową pastą zhough,
2. grzyby w tempurze z sosami: z palonych pomidorów oraz jogurtowym, a także
3. kopytka w sosie pomidorowym, z pomidorowym karmelem.
Talerzyki sczyszczone pieczywem ze świeżym masełkiem z płatkami soli.
Najmniej natomiast porwał mnie chrupiący bakłażan z konfitowanymi pomidorkami. Już poza konkurencją, na deser wjechała soczysta gruszeczka z kremem z białej czeko, kruszonką i tajską bazylią. Przyjemne połączenie tekstur, i taka nawet nie za słodka.

Nie powiem, coś mi ta wizyta rozjaśniła w kwestii tych kolejek przed wejściem. Wszystko było pyszniutkie, każda potrawa dopieszczona i wysmakowana, każdy kęs przenosił w stan błogości i kulinarnego spełnienia. Menu sezonowe i intrygujące – aż by się chciało zostać do rana i zamawiać kolejne dania. W większości wegetariańskie, poza kilkoma pozycjami z rybą. Wegańskich niewiele, ale coś się znajdzie.

Żeby jednak nie posłodzić za bardzo, łyżka dziegciu na koniec. Bibenda to knajpa z kategorii popularnych – a brak możliwości zarezerwowania stolika mnie osobiście zniechęca dość skutecznie, nastałam się już swoje w kolejkach. Odległość między stolikami mała, w moim odczuciu zbyt mała i ten brak intymności odbija się nieco na całym doświadczeniu. A że stolików ućkanych jak mrówków, to i poziom generowanego szumu jest znaczny – nam akurat trafił się dość kameralny stolik w samym koniuszku sali, co doceniłam szczególnie, kiedy przedzierałam się potem przez ścianę dźwięku, kierując się już ku wyjściu. Ze względu na powyższe – Bibenda zapewne nie dołączy do moich ulubionych, regularnych miejscówek. Jedzenie jednak – cóż, jedzenie było przesmaczne, warto więc choćby raz spróbować i zobaczyć, na ile się z gwarną Bibendą polubicie.

Zjem w Warszawie.    Kiedy w drzwiach odbierają od ciebie płaszcz, a przed podaniem posiłku wręczają Ci wilgotny, pachną...
11/10/2025

Zjem w Warszawie.

Kiedy w drzwiach odbierają od ciebie płaszcz, a przed podaniem posiłku wręczają Ci wilgotny, pachnący ręczniczek dla odświeżenia utrudzonych dłoni, to wiadomo, że będzie jakby luksusowo.

Na przystawkę wjeżdża topinambur w towarzystwie musu z topinamburu. Za dużo topinamburu w topinamburze? Bynajmniej!
Przystawka skradła moje serce. Na zewnątrz chrupiący, w środku mięciutki i aromatyczny, bogato umaziany w purée, z chipsem z szałwii jako wisienką na tym topinamburowym torcie. Pyszności.

Niestety, taka przystawka wysoko ustawia poprzeczkę oczekiwań.
Kiedy czytam w menu, że na główne danie zjem lazanię z buraka na kwaśnej śmietanie z sosem buraczanym, oliwą szczypiorkową i orzechami włoskimi, myślę sobie: to będzie trzęsienie ziemi! Spoiler: nie było. Był pokrojony na cienkie plasterki burak, była śmietana, było niewiele ponadto. Lubię buraczki, więc i tego zjadłam bez mrugnięcia okiem, miał on jednak posmak zawiedzionych nadziei.

Na deser wreszcie, ptyś. Poprawny, dobrutki, przewidywalny. Tu z kolei nie było zawiedzionych nadziei, bo i żadnych oczekiwań względem ptysiów nie zwykłam miewać. Jaki ptyś jest, każdy widzi. Nic mnie w nim nie porwało, ale też nie mam do czego się przyczepić.

W Ogrodzie to uroczo zlokalizowana miejscóweczka z kuchnią polską u wrót parku saskiego. Ładne wnętrze, obsługa bardzo dbająca o dobrostan gości, piękne podanie dan. W regularnym menu kilka opcji wege. Dla mnie jednak raczej jednorazowe doświadczenie.

Zjem w Warszawie.    ́leNajlepsze, co jak dotąd zjadłam w Elektrowni Powiśle.Na obiad delikatnie pikantny smażony ryż ja...
02/08/2025

Zjem w Warszawie. ́le

Najlepsze, co jak dotąd zjadłam w Elektrowni Powiśle.
Na obiad delikatnie pikantny smażony ryż jaśminowy z warzywami i prażonymi orzechami nerkowca, z kawałkami słodkiego, soczystego ananasa, robiącymi tu doprawdy ekstra robotę.
Na deser ślizgające się na języku kuleczki tapioki, pływające w mleczku kokosowym w towarzystwie owoców i listków mięty.
W szklance lemoniada liczi.

Zjem w Gdańsku.    Brokat! Kolory! Blask! DUŻO BROKATU! A do tego koootki 🐱🐱🐱oraz ekipa Sailor Moon. Welcome to Gdańsk!H...
27/07/2025

Zjem w Gdańsku.

Brokat! Kolory! Blask! DUŻO BROKATU! A do tego koootki 🐱🐱🐱oraz ekipa Sailor Moon. Welcome to Gdańsk!
House of Seitan przeniósł się był niedawno z Wrzeszcza na starówkę, przenosząc jednocześnie fokus jedzeniowy z kuchni polskiej na azjatycką. W menu kilka rodzajów ramenu, są też dania mniejsze w formie talerzyków oraz pojedyncze dania główne.
Ja akurat do specjalnych fanek ramenu nie należę, w House of Seitan zdarzyło mi się jednak najeść bardzo porządnie, a nowe wegańskie miejsce w centrum Gdańska to zawsze radość i zawsze Zjem.
Zatem, w ciągu ostatniego miesiąca odwiedziłam HoS razy dwa. Za pierwszym razem z mniejszych talerzyków skonstruowałam sobie bardzo tradycyjny polski obiad: "mięsko" (aromatyczna roślinna"wołowina" z warzywami i orzeszkami, bardzo mniam), surówkę (z mango) oraz ryż (w kształcie kotka, posypany brokatem). Wielkościowo czułam, że tę surówkę mogłabym już sobie odpuścić, a wciąż wyszłabym kontenta (ryż raczej obowiązkowy, bo wołowina dość pikantna).
Za drugim podejściem szłam już do HoS z konkretnym planem ramenowym. Well, pałeczki to nie jest mój specjalnie ulubiony sztuciec, więc i nie obyło się bez ofiar w spodniach, ale mojego orzechowego ramena wsuwałam niczym Usagi Tsukino (załączam zdjęcie poglądowe). Muszę przyznać, że o ile nie do końca rozumiem ramenowy fenomen, to ta kremowa, rozgrzewająca orzeszkowa zupka z sojowiną, kiełkami i ekstra chrupkową wstawką wygrała ten pojedynek na pyszność. Chętnie powitałabym więcej opcji dań głównych, żeby niekoniecznie musieć się paćkać tym całym ramenem, ale nawet między tymi dwoma wizytami widzę postęp w tej materii i już cieszę się na myśl o testowaniu bananowego curry next week.
Obydwu obiadkom towarzyszył kompot arbuzowy, zwany potocznie lemoniadą. Z mieniącymi się, tańczącymi drobinkami brokatu, a jakże.
W trakcie pałaszowania niemałej michy kluchów usłyszałam jeszcze, jak ktoś wypowiada słowa "sernik malinowy". Nooo, to ja takim serniczkom nie zwykłam odpuszczać. Kolejne kęsy malinowej dobroci, popijane mrożoną kawką - to był mój ulubiony moment z obu tych wizyt. Brzuszek został uszczęśliwiony, więc i ja z czystym sumieniem mogłam skierować swe kroki ku stacji PKP.

Zjem w Krakowie.  Kluchy, kluski, kluseczki. W wegetariańskiej Prostej na krakowskim Kazimierzu zjecie przede wszystkim ...
20/07/2025

Zjem w Krakowie.

Kluchy, kluski, kluseczki.
W wegetariańskiej Prostej na krakowskim Kazimierzu zjecie przede wszystkim wyrabiany na miejscu, świeży makaron. U mnie – z kremowym sosem na bazie miso, ze szczodrą porcją grzybów oraz kolorową posypką sezamowo-szczypiorkowo-chilli’ową. Dość jesienny wajb miał ten makaron, gęsty, parujący i sycący – ale i lato w tym roku niespecjalnie jak dotąd upalne. Pochłonięty w porze lunchu, dowiózł mnie do końca dnia.
Wreszcie miejsce na Kazimierzu, dla którego będzie mi się chciało nadrabiać drogi na moich regularnych krakowskich trasach - a w menu zostało jeszcze kilka pozycji, na które się zasadzam.
Dodatkowa wdzięczność dla obsługi za ekspresowe tempo podania, pomimo pierwotnego ostrzeżenia, że czas oczekiwania wynosi ok. 40 minut. W odpowiedzi na mój lament, że nie zdążę na pociąg powrotny, kucharz uwinął się w trymiga, a ja zdążyłam i nacieszyć się jedzeniem, i bez zadyszki złapać pociąg 💚.

Zjem na wywczasie.       Co robi wegetarianka, kiedy chce coś zjeść, w Krynicy Morskiej będąc?Wyjeżdża.Ale serio.Wieść o...
30/05/2025

Zjem na wywczasie.

Co robi wegetarianka, kiedy chce coś zjeść, w Krynicy Morskiej będąc?
Wyjeżdża.

Ale serio.
Wieść o kuchni wegetariańskiej (o wegańskiej nie wspominając) nie dotarła do Krynicy Morskiej TAK BARDZO.
Najlepszy obiad tego przedłużonego weekendu zjadłam już poza Krynicą, w przyhotelowej restauracji Kobaltowej w Kątach Rybackich – miejscowości leżącej u wrót Mierzei Wiślanej. Najlepszy, i znacznie przewyższający moje oczekiwania po dwóch dniach picki i frytek. Nie dość, że w karcie był WYBÓR dań wege, czyli nie jedno, nie dwa, a całe KILKA wege opcji (poza moim kotletem z ciecierzycy, buraka i kuskusu w menu także m.in. burger z kotletem z kalafiora, ciecierzycy i płatków owsianych i sznycel z bakłażana), to jeszcze posiłek był pięknie podany i pomysłowo złożony z różnych roślinnych wygibasków – marchewkowe tagliatelle, krakers gryczany, pesto z jarmużu i orzechów makadamia, oraz mój najulubieńszy moment tego posiłku – konfitura gruszkowa z jalapeno. Same kotleciki – w porząsiu, ale magia działa się dopiero w połączeniu owego kotleta z kolejnymi dodatkami, zestawianymi ze sobą w dowolnych konfiguracjach, cudnie ze sobą nawzajem gadającymi.
Kotlety popijane były smakowitą lemoniadą, a na mocny finisz wjechał zacny kawałek pistacjowego, przyjemnie maziastego sernika baskijskiego, w towarzystwie świeżych owoców, pistacji i musu owocowego.
Ceny, jak to nad polskim morzem – nie za niskie, ale też nie odbiegające specjalnie od tych krynickich – a oferta nieporównywalnie ciekawsza. Do tego sympatyczna obsługa i towarzystwo przyjacielskiego sierściucha – póki pani Kelnerka, po dostrzeżeniu puszystej obecności, nie zaproponowała mu w uprzejmych słowach opuszczenia lokalu.
Krynica zatem – bez zaskoczeń, może tylko na plus mogę zaznaczyć obecność mleka roślinnego, gdziekolwiek nie zdarzyło mi się zamówić kawę. Jednak jeśli chcecie zjeść coś wege… well, polecam zrobić sobie tę przyjemność w drodze na Mierzeję i zatrzymać się w Kobaltowej. Potem już tylko p***a i frytki.

Zjem w Warszawie    Dziś mam same zachwyty w zanadrzu.Mój ponad dwumiesięczny w tym roku okres świętowania urodzin zakoń...
18/05/2025

Zjem w Warszawie

Dziś mam same zachwyty w zanadrzu.
Mój ponad dwumiesięczny w tym roku okres świętowania urodzin zakończyłam śniadaniem w wegańskim NO TU OliDeli na Muranowie.
Wszystko. Było. Wspaniałe.
Od zielonego wnętrza, przez obsługującą nas dziewczynę z cudownie pozytywnym wajbem i bardzo pro-gościowym nastawieniem, aż po, oczywiście, przepyszne jedzonko.
U mnie wjechał NOleśnik z pietruszkowym pesto, tempehem (w grochowej wersji!) oraz ogórkiem – i po wypróbowaniu wszystkich dań, jest to mój śniadaniowy faworyt.
Na talerzach obok:
• NOmlet ze świeżymi warzywami i ziołowy majo,
• TUmlet z owocami i bitą śmietaną,
• NOkromka z tofucznicą i kimchi.
Fajne pomysły na dania, fajne połączenia smaków. Wszystko świeżutkie, wyraziste i niebanalne, porcje konkretne – zwłaszcza NOkromki, i mój NOleśnik, omlety nieco skromniejsze.
Po śniadaniowym obżarstwie tylko jedna z nas zdecydowała się na deser, który okazał się na tyle wypaśny, że szczodrze obdzielił nas wszystkie. Padło na Przewrotowca, czyli przyjemnie wilgotny biszkopt z owocami i bitą śmietaną – góra dobroci z rabarbarem dbającym o równowagę smaków.
Do tego pyszne kawki i herbatki, woda na stół, przyjemnie plumkająca muzyczka w tle (Alex Serra 💚) i swobodna, uśmiechnięta atmosfera.
Wolno z pieseczkiem 💚.

Umknęło mi zupełnie otwarcie tej miejscówki, a to warty uwagi i odwiedzin punkt na wegańskiej mapie Warszawy. Tym razem testowałyśmy opcje śniadaniowe i trzeba było lecieć w świat ku dalszym przygodom, ale wracam na lanczyki i to na tak zwanym asapie.

Adres

Ul.Krucza 23/31
Warsaw
00-525

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Zjem. umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij