18/02/2026
Zjem w Warszawie.
Rany, rety, cóż to była za wyżerka!
Jakoś mi zazwyczaj nie po drodze na Kruczą. Na spotkania towarzyskie wybieram zazwyczaj przytulniejsze miejsca, a i moje kubki smakowe preferują dania raczej z kategorii akrobatyki kulinarnej, niż ot, schaboszczaka z surówką. Lokal Vegan Bistro ma wystrój dość surowy, raczej na szybki obiad niż długie posiadówy. Wczorajszy wieczór udowodnił mi, że człowiek (czyli w tej opowieści: ja) jest istotą omylną.
Nie chodzi o to, że zarówno chrupiący schaboszczak, jak i seitanowy stek, które podskubywałam od moich towarzyszek w oczekiwaniu na moje zamówienie, były wspaniałe.
Choć były.
Placek ziemniaczany jednak, wypełniony sosem śmietanowym z boczniakami i pieczarkami, udekorowany twarożkiem z tofu i chutneyem z czerwonej cebuli – ten placek, to było zaiste niebo w gębie i akrobatyka kulinarna do kwadratu.
Gwoli dopełnienia rygoru definicyjnego: akrobatyka kulinarna jest wtedy, kiedy ładujesz widelec w talerz naładowany różnoraką dobrocią i nie zastanawiasz się nawet, co dokładnie żeś nadział/-a, bo wszystko się ze sobą łączy tak wspaniale, że odruchowo zamykasz oczy i na chwilę przenosisz się w inny świat.
Tak właśnie było.
W kategorii domowe i wegańskie – Lokal Vegan Bistro nie ma sobie równych, CHANGE MY MIND.