Prosto z Pola - Prosto do Ludzi

Prosto z Pola - Prosto do Ludzi Dane kontaktowe, mapa i wskazówki, formularz kontaktowy, godziny otwarcia, usługi, oceny, zdjęcia, filmy i ogłoszenia od Prosto z Pola - Prosto do Ludzi, Sklep z żywnością naturalną, Wroclaw.

Łączymy ludzi z naturą, gospodarstwami i agroturystyką
Polska i wyjątkowe miejsca na świecie
Lokalna żywność • slow life • autentyczne miejsca
Międzynarodowa mapa gospodarstw
Bez pośredników

Dlaczego nadmiar plonu też może być problemem?Kiedy myślimy o udanym sezonie, pierwsze skojarzenie jest proste: im więce...
10/09/2026

Dlaczego nadmiar plonu też może być problemem?

Kiedy myślimy o udanym sezonie, pierwsze skojarzenie jest proste: im więcej udało się wyprodukować, tym lepiej.

Dużo pomidorów, dużo ogórków, dużo owoców czy pełne skrzynki warzyw powinny przecież oznaczać sukces gospodarstwa.

I rzeczywiście. Dobry plon jest powodem do zadowolenia.

Ale w gospodarstwie pojawia się wtedy jeszcze jedno bardzo ważne pytanie: co zrobić z tym wszystkim?

Bo wyprodukowanie żywności to dopiero jedna część całego procesu. Produkt trzeba jeszcze zebrać, posortować, przechować, zapakować, przetransportować i przede wszystkim znaleźć dla niego odbiorcę.

I tutaj zaczyna się problem, którego z perspektywy sklepowej półki często nie widać.

Wyobraźmy sobie, że rolnik zaplanował określoną ilość warzyw. Wszystko rozwija się dobrze, pogoda dopisała, rośliny wydały większy plon niż zakładano.

Na pierwszy rzut oka świetna wiadomość.

Tylko że odbiorców nie przybyło nagle dwa razy więcej.

Jeżeli w tym samym czasie wielu innych producentów również ma bardzo dobry sezon, na rynku pojawia się dużo podobnego produktu. Cena może spaść, a część plonu może być trudniejsza do sprzedania.

Dochodzi do tego czas.

Warzywo, które jest gotowe dzisiaj, nie zawsze może poczekać tydzień na lepszą cenę albo większą liczbę zamówień. Ono ma swój moment, w którym jest najlepsze.

Dlatego nadmiar plonu może oznaczać dla gospodarstwa nie tylko większy przychód, ale również większą ilość pracy, większe koszty i ryzyko, że część tego, co zostało wyprodukowane, ostatecznie się zmarnuje.

To jeden z paradoksów rolnictwa.

Można zrobić wszystko dobrze, mieć zdrowe rośliny i bardzo dobre zbiory, a mimo tego zakończyć sezon z problemem ekonomicznym.

Dlatego gospodarstwo nie może myśleć wyłącznie o tym, ile uda się wyprodukować.

Trzeba również myśleć o tym, dla kogo, kiedy, w jakiej ilości i za ile można będzie ten produkt sprzedać.

I właśnie dlatego dobra produkcja nie zawsze oznacza po prostu „więcej”.

Czasami lepiej wyprodukować mniej, ale sprzedać wszystko w odpowiednim czasie i z zachowaniem opłacalności.

Rolnik nie planuje więc tylko uprawy.

Planuje również ryzyko.

A pomiędzy zasianiem pierwszego nasiona a sprzedażą ostatniej skrzynki znajduje się cały system decyzji, których zazwyczaj nie widzimy.

Kiedy następnym razem zobaczymy na lokalnym rynku większą ilość jakiegoś produktu, warto pamiętać, że za tym „urodzajem” stoi nie tylko dobra wiadomość.

To również wyzwanie: jak sprawić, żeby efekt wielu miesięcy pracy rzeczywiście trafił do ludzi, zamiast zostać niewykorzystanym plonem.

Bo w gospodarstwie nawet nadmiar może wymagać bardzo dobrego planu.

I chyba właśnie dlatego rolnictwo jest znacznie bardziej skomplikowane, niż wygląda z perspektywy pełnej skrzynki warzyw.

Jak myślicie — czy „więcej” zawsze oznacza dla gospodarstwa „lepiej”?

MAŁE GOSPODARSTWA ZNIKAJĄ. CZY MOŻEMY TO JESZCZE ZMIENIĆ? 🌿Kochani, pod naszym filmem pokazującym krowy na pastwisku poj...
09/09/2026

MAŁE GOSPODARSTWA ZNIKAJĄ. CZY MOŻEMY TO JESZCZE ZMIENIĆ? 🌿

Kochani, pod naszym filmem pokazującym krowy na pastwisku pojawił się bardzo ważny komentarz. Jeden z naszych obserwujących zwrócił uwagę na to, jak trudne jest dziś prowadzenie małego gospodarstwa. Niska rentowność, rosnące koszty, ciężka praca bez wolnych dni i brak młodych ludzi, którzy chcieliby przejmować gospodarstwa, sprawiają, że takich widoków możemy oglądać coraz mniej.

To prawda. Życie na wsi nie zawsze jest sielanką i nie możemy go idealizować. Nie oznacza to jednak, że mamy się poddać i uznać, że niczego nie da się już zmienić.

Nie każdy musi od razu zakładać wielkie gospodarstwo. Możemy zacząć od kilku kur, własnego ogrodu, przydomowego sadu, małej uprawy, permakultury czy niewielkiej hodowli na potrzeby swojej rodziny. Każdy taki krok prowadzi nas w stronę większej samowystarczalności i lepszej jakości życia.

Im więcej osób zacznie działać, tym silniejsze będą nasze lokalne społeczności. Wzrośnie zainteresowanie prawdziwą żywnością, a kupowanie bezpośrednio od gospodarzy może ponownie stać się czymś naturalnym.

Nie patrzmy na wszystko wyłącznie przez pytanie: „Czy to się opłaca?”. Oczywiście koszty i opłacalność są ważne, ale wartością jest również jakość jedzenia, większa niezależność, kontakt z naturą i świadomość tego, czym karmimy siebie oraz swoje rodziny. Czasami największym zyskiem jest po prostu lepszy standard życia.

W Prosto z Pola już współpracujemy ze specjalistami, którzy dzielą się swoją wiedzą. Pan Grzegorz pokazuje, jak uprawiać ziemię zgodnie z zasadami permakultury, a pani Kasia, dietetyk z ponad 18-letnim doświadczeniem, uczy, jak jakość żywności wpływa na nasze zdrowie.

Zapraszamy do współpracy kolejnych gospodarzy, ekspertów i doradców, którzy mogą pokazywać, od czego zacząć, jakie pozwolenia są potrzebne, z jakimi kosztami i obowiązkami trzeba się liczyć oraz jak robić to odpowiedzialnie.

Nie bójmy się pytać, uczyć i próbować. Nie każdy musi zrobić wszystko, ale każdy może zacząć od czegoś. Razem naprawdę możemy wiele zmienić.

A Wy od czego moglibyście zacząć u siebie?

Czy zastanawialiście się kiedyś, ile pracy jednej małej pszczoły kryje się w każdej łyżeczce miodu? 🐝🍯Dzisiaj z ogromną ...
09/09/2026

Czy zastanawialiście się kiedyś, ile pracy jednej małej pszczoły kryje się w każdej łyżeczce miodu? 🐝🍯

Dzisiaj z ogromną radością witamy w społeczności Prosto z pola nowe Gospodarstwo Premium – Rodzinną Pasiekę Iruś z województwa kujawsko-pomorskiego.

To pasieka tworzona przez ludzi, dla których pszczoły, natura i jakość nie są tylko pięknymi hasłami. Ich marzeniem jest budowanie większej świadomości wśród konsumentów i pokazanie, że miód oraz produkty pszczele zasługują na prawdziwie królewskie traktowanie.

Bo kiedy siadamy przy stole i słodzimy herbatę tym płynnym złotem, rzadko myślimy o tym, jak wiele pracy pszczół i człowieka zamknięte jest w jednym słoiczku.

W Rodzinnej Pasiece Iruś powstają naturalne miody i produkty pszczele tworzone z troską o pszczoły, szacunkiem do natury i dbałością o jakość. To właśnie takie rodzinne gospodarstwa chcemy Wam pokazywać – miejsca z wartościami, prawdziwą historią i ludźmi, którzy naprawdę kochają to, co robią.

Bardzo się cieszymy, że Rodzinna Pasieka Iruś dołączyła do Prosto z pola. 🌿

Koniecznie odwiedźcie i zaobserwujcie ich profil, aby poznać bliżej ich pasiekę, codzienną pracę pszczelarzy oraz produkty, które powstają dzięki niezwykłej pracy pszczół.

👉 Rodzinna Pasieka Iruś

Przywitajcie ich ciepło w komentarzach i napiszcie, jaki miód najczęściej gości w Waszych domach. Być może dzięki Wam o tej rodzinnej pasiece dowie się jeszcze więcej osób!

Kochani, jest nas już ponad 3000! 🌿🤍Dziękujemy każdej osobie, która dołączyła do naszej społeczności, wspiera lokalnych ...
08/09/2026

Kochani, jest nas już ponad 3000! 🌿🤍

Dziękujemy każdej osobie, która dołączyła do naszej społeczności, wspiera lokalnych producentów, kupuje świadomie i pomaga nam rozwijać Prosto z pola.

To dzięki Wam tworzymy miejsce, które łączy ludzi poszukujących dobrej, lokalnej żywności z rolnikami, gospodarstwami i małymi producentami.

Zaproście do naszej społeczności swoje rodziny, znajomych oraz wszystkich, którym bliska jest idea świadomych zakupów i wspierania lokalnych gospodarstw. Niech będzie nas jeszcze więcej!

Dziękujemy, że jesteście z nami! 💚

Co daje gospodarstwu różnorodność roślin?Kiedy patrzymy na gospodarstwo, łatwo uznać, że najlepszy porządek to taki, w k...
06/09/2026

Co daje gospodarstwu różnorodność roślin?

Kiedy patrzymy na gospodarstwo, łatwo uznać, że najlepszy porządek to taki, w którym wszystko ma swoje miejsce.

Jedno pole – jedna uprawa. Równe rzędy. Trawa przycięta. Granice wyraźnie zaznaczone.

Taki krajobraz może wyglądać bardzo uporządkowanie.

Ale natura zazwyczaj nie działa w ten sposób.

Tam, gdzie pojawia się różnorodność roślin, pojawia się również więcej zależności. Jedne rośliny kwitną wiosną, inne latem. Jedne tworzą schronienie, inne dostarczają pożywienia. Jedne mają płytkie korzenie, inne sięgają głębiej.

I wszystkie mogą pełnić swoją własną funkcję.

Różnorodność roślin oznacza więc coś więcej niż ładniejszy widok.

To również więcej możliwości dla owadów, ptaków i innych organizmów, które są częścią gospodarstwa. To różne systemy korzeniowe i różne sposoby wykorzystywania przestrzeni.

Kwiaty przy polu, krzewy na jego granicy, drzewa, zioła czy roślinność pozostawiona w mniej użytkowanych miejscach również mogą pełnić ważne funkcje.

Oczywiście nie chodzi o zasadę „im więcej gatunków, tym lepiej”.

Gospodarstwo musi być funkcjonalne. Rolnik musi móc pracować, zbierać plony i utrzymać swoje gospodarstwo.

Chodzi o znalezienie miejsca dla różnych funkcji.

Bo roślina, której nie posadziliśmy po to, żeby ją sprzedać, może zrobić coś bardzo ważnego dla całego gospodarstwa.

Może przyciągnąć zapylacze, stworzyć schronienie, wzbogacić glebę, zatrzymać wodę albo stać się częścią większego układu.

Dlatego warto patrzeć na gospodarstwo trochę szerzej.

Nie tylko pytając: „Co tutaj rośnie i ile z tego będzie plonu?”

Ale również: „Dlaczego rośnie właśnie tutaj i co dzięki temu dzieje się wokół?”

W Prosto z pola chcemy pokazywać, że gospodarstwo to nie tylko uprawa i zbiór.

To cały krajobraz, który może wspierać produkcję, przyrodę i ludzi jednocześnie.

Bo czasami największą wartością nie jest to, że mamy więcej jednej rzeczy.

Tylko to, że różne rzeczy mogą funkcjonować obok siebie.

A im lepiej rozumiemy te zależności, tym łatwiej dostrzec, ile naprawdę dzieje się na gospodarstwie, zanim jego produkty trafią na nasz stół.

Czy zwracacie uwagę na to, co rośnie wokół pól i gospodarstw?

Gospodarstwo i tydzień złej pogody.Kiedy przez kilka dni pada deszcz, dla większości oznacza to po prostu zmianę planów....
03/09/2026

Gospodarstwo i tydzień złej pogody.

Kiedy przez kilka dni pada deszcz, dla większości oznacza to po prostu zmianę planów.

Spacer można przełożyć. Wycieczkę odwołać. Prace w ogrodzie zrobić później.

W gospodarstwie „później” nie zawsze jest możliwe.

Wyobraźmy sobie tydzień, w którym miały rozpocząć się zbiory. Wszystko jest gotowe. Warzywa dojrzewają, ludzie są przygotowani do pracy, zamówienia zaczynają się pojawiać.

I wtedy przychodzi deszcz.

Jeden dzień można przeczekać, drugi również.

Ale kiedy pada przez kilka kolejnych dni, zaczyna się problem.

Niektórych prac nie da się wykonać w deszczu. Maszyny mogą nie wjechać na pole. Zbiór może się opóźnić, a część produktów może stracić swoją jakość.

I nagle kilka dni pogody wpływa na pracę zaplanowaną na wiele tygodni.

Co ważne, problem nie kończy się w momencie, kiedy wychodzi słońce.

Jeżeli zbiór został przesunięty, trzeba nadrobić zaległości. Jeżeli kilka upraw dojrzewa jednocześnie, pracy może być znacznie więcej niż zakładano.

Rolnik musi wtedy podejmować decyzje bardzo szybko.

Co zebrać najpierw?

Co może jeszcze poczekać?

Gdzie skierować ludzi?

Które prace można przełożyć, a których już nie?

To właśnie jeden z powodów, dla których gospodarstwo nie może działać wyłącznie według kalendarza.

Potrzebna jest umiejętność reagowania na to, co dzieje się w danym momencie.

Bo rolnictwo to nie tylko sadzenie, pielęgnowanie i zbieranie.

To również ciągłe podejmowanie decyzji w warunkach, których nie da się w pełni przewidzieć.

Dlatego czasami, kiedy słyszymy, że „w tym tygodniu nie będzie tego produktu”, warto pamiętać, że za taką informacją może stać nie brak chęci czy złe planowanie.

Tutaj natura zdecydowała za człowieka.

A rolnik musi się do tej decyzji dostosować.

I właśnie dlatego każdy udany zbiór jest czymś więcej niż tylko kolejną skrzynką warzyw.

To efekt wielu miesięcy pracy, planowania i podejmowania decyzji.

A czasami również kilku tygodni czekania na te kilka odpowiednich dni.

W gospodarstwie pogoda nie jest tłem dla pracy.

Jest jednym z jej najważniejszych elementów.

Jak myślicie — ile naszych codziennych decyzji zmieniłoby się, gdybyśmy musieli uzależnić je od pogody?

🇵🇱🇳🇴 SMAKI ZA GRANICĄ | Od chleba babci z pieca opalanego drewnem do własnej piekarni w NorwegiiKochani, dzisiaj w naszy...
03/09/2026

🇵🇱🇳🇴 SMAKI ZA GRANICĄ | Od chleba babci z pieca opalanego drewnem do własnej piekarni w Norwegii

Kochani, dzisiaj w naszym cyklu „Smaki za granicą” zabieramy Was do Arendal na południu Norwegii.

To właśnie tam Szymon razem z żoną Pauliną tworzą zBRØDnia – więcej niż chleb. Rodzinną mikropiekarnię, która zaczęła się od kilku bochenków pieczonych dla siebie, a dziś jej chleby trafiają już nie tylko do Polaków, ale również do norweskich klientów, piekarni i hoteli.

Ale tak naprawdę ta historia zaczęła się dużo wcześniej.

Zaczęła się na polskiej wsi i przy piecu opalanym drewnem.

Wszystko zaczęło się od babci

Szymon wychowywał się na wsi. Jego śp. babcia niemal co tydzień piekła chleb dla całej rodziny w tradycyjnym piecu opalanym drewnem.

Od dziecka pomagał jej wyrabiać ciasto w wielkim garnku. Trzeba było przynieść drewno, napalić w piecu i przygotować wszystko do wypieku.

Nie było termometru.

Nie było przepisu zapisanego na kartce.

Była wiedza przekazywana słowami, doświadczenie i wyczucie.

Po śmierci babci nikt z rodziny nie odważył się przejąć pieczenia chleba.

Zrobił to Szymon.

I tak zaczęła się jego prawdziwa przygoda z pieczeniem.

Później przyszła Norwegia. I urodził się ich syn.

Po przeprowadzce do Norwegii Szymon i Paulina początkowo piekli dla siebie zwykły chleb drożdżowy.

Kiedy jednak urodził się ich synek, zaczęli znacznie uważniej przyglądać się temu, co trafia na rodzinny stół.

Chcieli, żeby ich dziecko jadło dobre, proste jedzenie.

Zainteresowali się więc chlebem na zakwasie. Stworzyli własny zakwas od podstaw, który ma już około roku i jest z nimi właściwie od początku tej przygody.

Powstał pierwszy chleb.

Potem drugi.

Potem trzeci.

Aż któregoś dnia znajomi przyszli na grilla, spróbowali chleba i zapytali:

„Gdzie kupiliście ten chleb?”

Szymon odpowiedział, że nigdzie. Upiekli go sami, na własnym zakwasie.

I wtedy pojawiło się pierwsze zamówienie.

Co ciekawe, ci sami ludzie kupują ich produkty do dzisiaj.

30 chlebów z małego kuchennego piekarnika

Później wszystko zaczęło nabierać tempa.

Szymon wspomina niespodziewane zamówienie na 30 chlebów, które trzeba było przygotować w zwykłym, małym kuchennym piekarniku.

Kilkanaście godzin pieczenia.

Później na święta wynajęli większy piec.

Następnie przyszło zamówienie na 40 chlebów na polską imprezę.

Przed kolejnymi świętami sprzedali około 60 bochenków prosto z drzwi swojego domu.

Zamówienia rosły, a razem z nimi rozwijała się ich mała piekarnia.

Dzisiaj mają już duży piec, który pozwala wypiekać około 12 chlebów na godzinę, a jedno pomieszczenie w swoim domu przekształcili specjalnie na potrzeby piekarni.

I jeszcze do niedawna ciasto na wszystkie te chleby wyrabiali całkowicie ręcznie.

Dopiero kiedy jednorazowe zamówienia zaczęły przekraczać 50 bochenków, zdecydowali się zainwestować w mikser.

Ale nadal ogromna część procesu pozostaje ręczna.

Dzielenie ciasta, formowanie, nacinanie oraz cały proces dbania o zakwas odbywają się ręcznie, pod czujnym okiem Szymona.

Mąka, woda i sól

I być może właśnie tutaj tkwi cała tajemnica.

Ich chleb nie potrzebuje długiej listy składników.

Mąka. Woda. Sól.

Zakwas to przecież również tylko sfermentowana mąka i woda.

Składniki pochodzą z Norwegii, między innymi z norweskich młynów.

Szymon opowiada, że niektórzy nie mogą uwierzyć, że takie efekty udaje się uzyskać ze zwykłej mąki pszennej.

Ale jak sam mówi – nie przyszło to znikąd.

Za każdym bochenkiem stoją próby, błędy, doświadczenie i wiele godzin pracy.

Szymon kiedyś usłyszał zdanie:

„Chleb to najprostszy z możliwych wypieków, dlatego tak łatwo jest go zepsuć.”

I wtedy postanowił, że ich chleb będzie najlepszy, jaki potrafią stworzyć.

Wyobraził sobie, jak powinien wyglądać. Wiedział, jak powinien smakować.

A później metodą prób i błędów doszli do tego, co wypiekają dzisiaj.

Najpierw kupowali Polacy. Dzisiaj coraz częściej kupują Norwegowie.

I tutaj historia robi się jeszcze ciekawsza.

Jeszcze do czerwca klientami Szymona i Pauliny byli niemal wyłącznie Polacy mieszkający w Norwegii, z pojedynczymi wyjątkami.

Od sierpnia sytuacja zaczęła się zmieniać.

Dziś, za pośrednictwem norweskich piekarni, większość ich klientów stanowią Norwegowie.

Ich produkty można zamówić bezpośrednio u nich, ale chleb trafił również do Myrene Hjemmebakeri oraz Liens Konditori Froland.

Dostarczają pieczywo także do hoteli.

I właśnie obecność ich chleba w norweskiej piekarni Szymon i Paulina uważają obecnie za swoje największe osiągnięcie.

Po drodze pojawiła się współpraca z pierwszym hotelem, później drugim, wydarzenie Wataha Camp oraz wsparcie organizacji Beatus Cras Grimstad, która szczególnie na początku pomogła im dotrzeć do nowych ludzi.

A wszystko to robią po godzinach

Jest jeszcze coś, co w tej historii robi na mnie ogromne wrażenie.

Szymon i Paulina oboje nadal pracują na pełen etat.

Do tego wychowują dwuletniego synka, który – jak mówią – jest ich największym motorem napędowym, a czasami również małym „pomocnikiem”.

Piekarnia jest na razie czymś, co rozwijają obok pracy zawodowej.

Dlatego pieką codziennie.

A właściwie – jak żartuje Szymon – co noc.

Oprócz chleba przygotowywali również bułki, drożdżówki, cynamonki, ciasta i placki na specjalne zamówienia, chociaż obecnie około 95% swojej uwagi skupiają właśnie na chlebie.

A marzenie?

Wcale nie jest małe.

Szymon i Paulina chcą stworzyć pełnoprawną, dużą piekarnię, której chleb będzie kiedyś docierał do najdalszych zakątków Norwegii.

I chyba właśnie takie historie chcemy pokazywać w Prosto z pola.

Bo tutaj nie chodzi tylko o bochenek chleba.

Jest w nim polska wieś.

Jest babcia i piec opalany drewnem.

Jest wiedza przekazana bez zapisanego przepisu.

Jest emigracja.

Jest młode małżeństwo wychowujące małego synka.

Są noce spędzone przy piecu po całym dniu pracy.

Jest pierwsze zamówienie, później 30 chlebów, 40, 60…

A dzisiaj ten sam chleb, którego początki prowadzą do rodzinnego domu na polskiej wsi, kupują Norwegowie w Norwegii.

I chyba trudno o piękniejszy przykład tego, czym mogą być polskie smaki za granicą.

Szymon powiedział nam jeszcze jedno:

„Lubimy wyzwania i po prostu zaryzykowaliśmy i poszliśmy w to.”

Szymon, Paulina – trzymamy za Was mocno kciuki.

Oby ta mała domowa piekarnia była dopiero początkiem historii, którą za kilka lat będziemy mogli opowiedzieć jeszcze raz. Tylko wtedy już z Waszej dużej piekarni gdzieś w Norwegii. 🇵🇱🇳🇴

Prosto z pola – prosto do ludzi. 🌾

🌿 Klient tygodnia Prosto z pola – poznajcie panią BeatkęKochani, w środę zaglądamy na drugą stronę Prosto z pola. Dużo m...
02/09/2026

🌿 Klient tygodnia Prosto z pola – poznajcie panią Beatkę

Kochani, w środę zaglądamy na drugą stronę Prosto z pola. Dużo mówimy o rolnikach, gospodarstwach i ludziach, którzy przygotowują dla nas żywność, ale bez świadomych klientów ten cały system nie mógłby istnieć.

Dlatego dzisiejszą Klientką tygodnia zostaje pani Beatka.

Pani Beatka jest z nami właściwie od samego początku Prosto z pola. Wszystko zaczęło się niewinnie – od dżemów.

A później?

Dżemy zamieniły się w coraz większe zakupy i dzisiaj lista produktów, które pani Beatka kupuje bezpośrednio od rolników i małych producentów, jest naprawdę imponująca: chleb, dżemy, makarony, bułka tarta, oleje, smalce, Vegeta, masła orzechowe, ogórki, soki i najróżniejsze domowe przetwory.

Część produktów znajduje właśnie dzięki Prosto z pola. Co ciekawe, pani Beatka mieszka w Sanoku, a niektóre zakupy robi nawet na Dolnym Śląsku i otrzymuje je InPostem. Pokazuje to, że wspieranie małych producentów nie zawsze musi kończyć się na własnej miejscowości.

Ale pani Beatka korzysta również z tego, co ma naprawdę blisko siebie. Jajka kupuje od koleżanki, a serki od pani na lokalnym ryneczku.

I właśnie o to nam od początku chodzi w Prosto z pola. Nie o to, żeby każdy kupował wszystko w jednym miejscu. Chodzi o to, żebyśmy zaczęli rozglądać się wokół siebie i sprawdzać, co możemy kupić bezpośrednio od drugiego człowieka.

Pani Beatka powiedziała nam jeszcze coś, co bardzo mi się spodobało.

Jedzenie, które dziś kupuje od rolników i producentów, przypomina jej jedzenie z dzieciństwa. Ten smak, który pamięta sprzed lat – smaczne, proste jedzenie, do którego dzisiaj z przyjemnością wraca.

I chyba właśnie takie historie najlepiej pokazują, że świadome zakupy nie muszą oznaczać wielkiej rewolucji. Pani Beatka zaczęła od kilku słoiczków dżemu. Później dochodził jeden produkt, drugi, trzeci… aż coraz większa część jej codziennych zakupów przeniosła się poza supermarket.

Została jej jeszcze jedna misja.

Pani Beatka szuka dobrych domowych wędlin i kiełbasek!

Jeżeli jesteście rolnikami lub małymi producentami, którzy przygotowują wędliny, kiełbasy lub podobne wyroby, możecie odezwać się pod tym postem albo skontaktować się z panią Beatką prywatnie.

I tutaj oddaję już głos samej pani Beatce, bo powiedziała coś, czego nie da się lepiej napisać:

„Jak tylko znajdę jeszcze wędliny przez Prosto z pola, to do supermarketu będę chodziła tylko po papier toaletowy.” 😂

I wiecie co? Chyba lepszej rekomendacji dla Prosto z pola nie mogliśmy dostać.

Ale historia pani Beatki nie jest tylko historią o jedzeniu.

Pani Beatka jest już na emeryturze i zdecydowanie należy do osób, które zamierzają ten czas wykorzystać najlepiej, jak tylko się da. Jest osobą niezwykle pozytywną i radosną. Podróżuje, odwiedza swoje ukochane wnuki, cieszy się rodziną i każdym kolejnym dniem.

A jej podejście do tego etapu życia można zamknąć w jednym zdaniu:

„Teraz tylko szanować zdrowie i cieszyć się życiem.” 💚

I tego właśnie pani Beatce życzymy.

Dużo zdrowia, mnóstwa czasu z wnukami, kolejnych podróży, dobrego jedzenia i jak najmniej powodów do odwiedzania supermarketu.

A przede wszystkim dziękujemy, że od samego początku jest Pani częścią Prosto z pola i że swoimi codziennymi wyborami wspiera Pani ludzi, którzy produkują dla nas żywność.

Bo Prosto z pola tworzą rolnicy i producenci.

Ale tworzą je również tacy klienci jak pani Beatka.

💚 Pani Beatko – zostaje Pani naszą Klientką Tygodnia!

Prosto z pola – prosto do ludzi. 🌾

Dlaczego sezonowe jedzenie ma sens?Dzisiaj przyzwyczailiśmy się do tego, że prawie wszystko możemy kupić przez cały rok....
01/09/2026

Dlaczego sezonowe jedzenie ma sens?

Dzisiaj przyzwyczailiśmy się do tego, że prawie wszystko możemy kupić przez cały rok.

Truskawki zimą. Pomidory w środku stycznia. Ogórki, sałata czy cukinia niezależnie od tego, co dzieje się za oknem.

I łatwo zapomnieć, że jeszcze nie tak dawno jedzenie miało swój rytm.

Był czas siewu.

Był czas wzrostu.

Był czas zbiorów.

A potem przychodziła zima.

Sezonowość nie oznacza przecież, że zimą mamy jeść wyłącznie ziemniaki i kiszoną kapustę.

Oznacza raczej, że warto zauważyć, kiedy dany produkt naturalnie pojawia się w naszym otoczeniu.

Bo kiedy kupujemy coś w sezonie, zmienia się cała historia produktu.

Warzywo czy owoc może być zebrane wtedy, kiedy rzeczywiście dojrzewa. Nie trzeba przez wiele miesięcy utrzymywać jego dostępności, transportować go z odległych miejsc czy dostosowywać produkcji do tego, żeby był dostępny dokładnie wtedy, kiedy chcemy.

A dla lokalnego gospodarstwa sezon jest jeszcze ważniejszy.

Rolnik nie może po prostu kliknąć „zamów więcej”.

Jeżeli w tym tygodniu dojrzewają pomidory — są pomidory.

Jeżeli kończy się sezon malin — malin zaczyna brakować.

Jeżeli pogoda opóźniła zbiór — trzeba poczekać.

I właśnie to może być jedną z największych wartości lokalnego jedzenia.

Zaczynamy znowu jeść trochę bardziej zgodnie z rytmem miejsca, w którym żyjemy.

Sezonowość uczy też czegoś jeszcze.

Że nie każdy produkt musi być dostępny zawsze.

Czasami warto poczekać kilka miesięcy na coś, co naprawdę lubimy.

Bo kiedy truskawka pojawia się tylko przez określony czas, przestaje być zwyczajnym produktem z półki.

Staje się częścią sezonu.

A sezon przypomina nam, że jedzenie nie zaczyna się w sklepie.

Zaczyna się dużo wcześniej — na polu, w sadzie, w ogrodzie i w pracy człowieka.

Może więc zamiast pytać:

„Dlaczego tego teraz nie ma?”

warto czasami zapytać:

„Co właściwie rośnie teraz wokół mnie?”

To niewielka zmiana pytania.

Ale potrafi całkiem zmienić sposób, w jaki robimy zakupy.

Warto też dodać, że jedzenie sezonowe jest naturalnym wyborem,

który warto zastosować w swoim żywieniu.

A Wy — macie produkty, na które czekacie cały rok?

Adres

Wroclaw

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Prosto z Pola - Prosto do Ludzi umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Prosto z Pola - Prosto do Ludzi:

Skróty

Udostępnij