03/09/2026
🇵🇱🇳🇴 SMAKI ZA GRANICĄ | Od chleba babci z pieca opalanego drewnem do własnej piekarni w Norwegii
Kochani, dzisiaj w naszym cyklu „Smaki za granicą” zabieramy Was do Arendal na południu Norwegii.
To właśnie tam Szymon razem z żoną Pauliną tworzą zBRØDnia – więcej niż chleb. Rodzinną mikropiekarnię, która zaczęła się od kilku bochenków pieczonych dla siebie, a dziś jej chleby trafiają już nie tylko do Polaków, ale również do norweskich klientów, piekarni i hoteli.
Ale tak naprawdę ta historia zaczęła się dużo wcześniej.
Zaczęła się na polskiej wsi i przy piecu opalanym drewnem.
Wszystko zaczęło się od babci
Szymon wychowywał się na wsi. Jego śp. babcia niemal co tydzień piekła chleb dla całej rodziny w tradycyjnym piecu opalanym drewnem.
Od dziecka pomagał jej wyrabiać ciasto w wielkim garnku. Trzeba było przynieść drewno, napalić w piecu i przygotować wszystko do wypieku.
Nie było termometru.
Nie było przepisu zapisanego na kartce.
Była wiedza przekazywana słowami, doświadczenie i wyczucie.
Po śmierci babci nikt z rodziny nie odważył się przejąć pieczenia chleba.
Zrobił to Szymon.
I tak zaczęła się jego prawdziwa przygoda z pieczeniem.
Później przyszła Norwegia. I urodził się ich syn.
Po przeprowadzce do Norwegii Szymon i Paulina początkowo piekli dla siebie zwykły chleb drożdżowy.
Kiedy jednak urodził się ich synek, zaczęli znacznie uważniej przyglądać się temu, co trafia na rodzinny stół.
Chcieli, żeby ich dziecko jadło dobre, proste jedzenie.
Zainteresowali się więc chlebem na zakwasie. Stworzyli własny zakwas od podstaw, który ma już około roku i jest z nimi właściwie od początku tej przygody.
Powstał pierwszy chleb.
Potem drugi.
Potem trzeci.
Aż któregoś dnia znajomi przyszli na grilla, spróbowali chleba i zapytali:
„Gdzie kupiliście ten chleb?”
Szymon odpowiedział, że nigdzie. Upiekli go sami, na własnym zakwasie.
I wtedy pojawiło się pierwsze zamówienie.
Co ciekawe, ci sami ludzie kupują ich produkty do dzisiaj.
30 chlebów z małego kuchennego piekarnika
Później wszystko zaczęło nabierać tempa.
Szymon wspomina niespodziewane zamówienie na 30 chlebów, które trzeba było przygotować w zwykłym, małym kuchennym piekarniku.
Kilkanaście godzin pieczenia.
Później na święta wynajęli większy piec.
Następnie przyszło zamówienie na 40 chlebów na polską imprezę.
Przed kolejnymi świętami sprzedali około 60 bochenków prosto z drzwi swojego domu.
Zamówienia rosły, a razem z nimi rozwijała się ich mała piekarnia.
Dzisiaj mają już duży piec, który pozwala wypiekać około 12 chlebów na godzinę, a jedno pomieszczenie w swoim domu przekształcili specjalnie na potrzeby piekarni.
I jeszcze do niedawna ciasto na wszystkie te chleby wyrabiali całkowicie ręcznie.
Dopiero kiedy jednorazowe zamówienia zaczęły przekraczać 50 bochenków, zdecydowali się zainwestować w mikser.
Ale nadal ogromna część procesu pozostaje ręczna.
Dzielenie ciasta, formowanie, nacinanie oraz cały proces dbania o zakwas odbywają się ręcznie, pod czujnym okiem Szymona.
Mąka, woda i sól
I być może właśnie tutaj tkwi cała tajemnica.
Ich chleb nie potrzebuje długiej listy składników.
Mąka. Woda. Sól.
Zakwas to przecież również tylko sfermentowana mąka i woda.
Składniki pochodzą z Norwegii, między innymi z norweskich młynów.
Szymon opowiada, że niektórzy nie mogą uwierzyć, że takie efekty udaje się uzyskać ze zwykłej mąki pszennej.
Ale jak sam mówi – nie przyszło to znikąd.
Za każdym bochenkiem stoją próby, błędy, doświadczenie i wiele godzin pracy.
Szymon kiedyś usłyszał zdanie:
„Chleb to najprostszy z możliwych wypieków, dlatego tak łatwo jest go zepsuć.”
I wtedy postanowił, że ich chleb będzie najlepszy, jaki potrafią stworzyć.
Wyobraził sobie, jak powinien wyglądać. Wiedział, jak powinien smakować.
A później metodą prób i błędów doszli do tego, co wypiekają dzisiaj.
Najpierw kupowali Polacy. Dzisiaj coraz częściej kupują Norwegowie.
I tutaj historia robi się jeszcze ciekawsza.
Jeszcze do czerwca klientami Szymona i Pauliny byli niemal wyłącznie Polacy mieszkający w Norwegii, z pojedynczymi wyjątkami.
Od sierpnia sytuacja zaczęła się zmieniać.
Dziś, za pośrednictwem norweskich piekarni, większość ich klientów stanowią Norwegowie.
Ich produkty można zamówić bezpośrednio u nich, ale chleb trafił również do Myrene Hjemmebakeri oraz Liens Konditori Froland.
Dostarczają pieczywo także do hoteli.
I właśnie obecność ich chleba w norweskiej piekarni Szymon i Paulina uważają obecnie za swoje największe osiągnięcie.
Po drodze pojawiła się współpraca z pierwszym hotelem, później drugim, wydarzenie Wataha Camp oraz wsparcie organizacji Beatus Cras Grimstad, która szczególnie na początku pomogła im dotrzeć do nowych ludzi.
A wszystko to robią po godzinach
Jest jeszcze coś, co w tej historii robi na mnie ogromne wrażenie.
Szymon i Paulina oboje nadal pracują na pełen etat.
Do tego wychowują dwuletniego synka, który – jak mówią – jest ich największym motorem napędowym, a czasami również małym „pomocnikiem”.
Piekarnia jest na razie czymś, co rozwijają obok pracy zawodowej.
Dlatego pieką codziennie.
A właściwie – jak żartuje Szymon – co noc.
Oprócz chleba przygotowywali również bułki, drożdżówki, cynamonki, ciasta i placki na specjalne zamówienia, chociaż obecnie około 95% swojej uwagi skupiają właśnie na chlebie.
A marzenie?
Wcale nie jest małe.
Szymon i Paulina chcą stworzyć pełnoprawną, dużą piekarnię, której chleb będzie kiedyś docierał do najdalszych zakątków Norwegii.
I chyba właśnie takie historie chcemy pokazywać w Prosto z pola.
Bo tutaj nie chodzi tylko o bochenek chleba.
Jest w nim polska wieś.
Jest babcia i piec opalany drewnem.
Jest wiedza przekazana bez zapisanego przepisu.
Jest emigracja.
Jest młode małżeństwo wychowujące małego synka.
Są noce spędzone przy piecu po całym dniu pracy.
Jest pierwsze zamówienie, później 30 chlebów, 40, 60…
A dzisiaj ten sam chleb, którego początki prowadzą do rodzinnego domu na polskiej wsi, kupują Norwegowie w Norwegii.
I chyba trudno o piękniejszy przykład tego, czym mogą być polskie smaki za granicą.
Szymon powiedział nam jeszcze jedno:
„Lubimy wyzwania i po prostu zaryzykowaliśmy i poszliśmy w to.”
Szymon, Paulina – trzymamy za Was mocno kciuki.
Oby ta mała domowa piekarnia była dopiero początkiem historii, którą za kilka lat będziemy mogli opowiedzieć jeszcze raz. Tylko wtedy już z Waszej dużej piekarni gdzieś w Norwegii. 🇵🇱🇳🇴
Prosto z pola – prosto do ludzi. 🌾