13/09/2026
Zarażam ROZTOCZEM odcinek nr 4062 pt. "Kiedy KUDŁATY znowu spotkał leśników". Minęły 22 wiosny od chwili, gdy opuściłem mury Uniwersytetu Rolniczego im. Hugona Kołłątaja w Krakowie. I właśnie po takim czasie postanowiłem sprawdzić, czy będziemy w stanie się rozpoznać. Muszę przyznać, że sam potrzebowałem chwili, żeby przyzwyczaić się do swojej dawnej, „nowej” ksywki – KUDŁATY, która w przestrzeni roztoczańskiej już nie funkcjonuje. Przez całe studia tak na mnie wołali. Dziś wprawdzie niektórzy koledzy i koleżanki mają trochę więcej srebra we włosach, tu i ówdzie pojawiły się nieco większe „brzuszki leśniczego”, a część z nas zdecydowanie potrzebowałaby aktualizacji zdjęcia w legitymacji… 😂 Ale jedno się nie zmieniło - gdzieś tam w środku nadal siedzi w nas sporo tego studenckiego beztroskiego młodzika. I chyba właśnie dlatego ten weekend był taki wyjątkowy. Była radość ze zwykłego bycia razem, odgrzebywanie historii, o których przez lata zdążyliśmy zapomnieć. Były wspomnienia profesorów, akademickich imprez, praktyk w Krynicy Górskiej, stare anegdoty i pokaz zdjęć analogowych, który udowodnił, że kiedyś naprawdę robiliśmy zdjęcia bez natychmiastowego sprawdzania, czy dobrze wyszliśmy. A że spora część ekipy przyjechała na Roztocze pierwszy raz i z naprawdę odległych zakątków Polski, to nie mogło się obyć bez wizyty w Zamościu i oczywiście bez odpowiedniej dawki roztoczańskiej tułaczki. A jak tułać się po Roztoczu, to przecież wiadomo - niekoniecznie najkrótszą drogą, za to koniecznie przez las, wąwozy, ciekawostki, historię i miejsca, których nie znajdziecie w pierwszym lepszym przewodniku. O podniebienia naszej leśnej braci zadbały natomiast niezawodne Panie z KGW Lipsko Polesie. Było wybornie, po przyjacielsku i bez zbędnego ceremoniału. Tak jak chyba powinno być po 22 latach. A kiedy jeszcze na koniec kolega ZIUTEK rzucił deklarację, że następny zlot leśników organizujemy już na ziemi lubuskiej, to stało się jasne, że to nie był jednorazowy powrót do przeszłości.
Bo w tym całym naszym codziennym zabieganiu, pędzie i ciągłym gonieniu… czasem nawet trudno powiedzieć, dokąd właściwie tak pędzimy, warto się zatrzymać. Spotkać ludzi, z którymi łączy nas kawał życia, powspominać, pośmiać się i przypomnieć sobie, że relacje trzeba pielęgnować - bo czasu nie da się cofnąć, ale przyjaźnie można odświeżyć.
Dziękuję wszystkim za ten świetny, wspólny weekend. Za śmiech, wspomnienia, historie, integrację i za to, że po tylu latach nadal potrafiliśmy spotkać się tak, jakbyśmy rozstali się… jedynie na czas wakacji pomiędzy kolejnymi semestrami.
A Centrum Geoturystyczne w Lipsku Polesiu po raz kolejny pokazało, że jest miejscem idealnym nie tylko na wycieczki, warsztaty czy spotkania, ale również na takie właśnie przedsięwzięcia - kiedy najważniejsi są ludzie, których chce się mieć znowu obok siebie.
Zwiedzanie Zamościa Melexem
Olejarnia Świąteczna-Gospodarstwo Olechata