28/08/2026
Czołem Ekipa! Dziś startujemy szybko: najdroższa przerzutka tylna, jaka przychodzi Ci do głowy? 3, 2, 1... stop. O czym pomyślałeś? U mnie typów jest wiele: Paul, Rhino, Joe's, White Industries LMDS, Precision Billet, Airlines, Acros, może jeszcze rzutem na taśmę szosowa Lightweight. Każda z nich cenowo bije na głowę wszystko, co jest w aktualnej produkcji. Z drugiej strony to tylko kultowe, ale wciąż stare... rzeczy. Gdy wymrą tacy jak ja, ich ceny spadną szybciej, niż potrwa syknięcie sprężonego powietrza potrzebne do zmiany biegu w systemie Airlines.
Kiedy stawiałem swe pierwsze kroki w MTB, naszym orężem nie była karta kredytowa. Walczyliśmy Dremelem, pilnikiem i papierem ściernym. Brak stosownej siły nabywczej pieniądza sprawiał, że sami tuningowaliśmy, szukaliśmy... dbaliśmy. Dziś trudno to zrozumieć, ale znajomemu (pozdrowienia Goro!) ćwierć wieku temu wyrzucono rower z jadącego pociągu tylko dlatego, że miał tylną przerzutkę XTR, Bombera i Teamowego Gianta, na którego nie mógł sobie pozwolić ktoś inny.
Mój pierwszy w życiu tuning, polegał na wywaleniu gumowych osłon z przedniego amortyzatora. Czułem się po tym jak nadczłowiek i miałem wrażenie, że rower na podjazdach jedzie sam. Wywaleniu uległo co prawda coś jeszcze - olej kujawski, który wcześniej wlałem do środka, buchał teraz przez ziejące dziury na zewnątrz. To wtedy odkryłem, iż warto, aby amortyzator fabrycznie posiadał uszczelki kurzowo-olejowe. Fakt, że sterczące ze środka, białe plastikowe kikuty to atrapy ślizgów, było dla mnie wówczas jedną z rowerowych tajemnic, wciąż czekających na odkrycie.
Mijały dni, pory roku, lata. Powoli goniliśmy Europę zauważając, iż części rowerowe stają się tańsze. Nikt nie mówił już oglądając się za przejeżdżającym rowerem:
- Widziałeś? Miał z tyłu XTRa!
Dobra korba przestała kosztować równowartość trzech naszych wypłat. Zrobiliśmy się jakby ciut bardziej wygodni. Coraz mniej osób zaczęło jeździć długie dystanse na maratonach, w końcu prawie nikomu nie chce się już wybierać na błotnistą wyrypę, bo wosk z łańcucha się wymyje, a kaseta za blisko 2 klocki będzie potrzebowała wymiany. Teraz szybko przeskoczyliśmy etapy rowerowej ewolucji, ale nie muszę Wam tego tłumaczyć, bo dobrze to rozumiecie.
Nie tuningujemy już tak, jak kiedyś. Gdy przypomnę sobie, jak do znanego dziś w branży hurtownika (pozdrower, Bartek!) jeździłem na drugi koniec miasta po tytanowe śrubki, które sto lat temu sprzedawał w swoim mieszkaniu... Wiecie, taka głupia nostalgia, ale miało to swój klimat. Wertowaliśmy katalogi, ważyliśmy, rozmawialiśmy. Nasze małe społeczności były trwałe, bo mieliśmy wspólną pasję i cel. A przynajmniej tak nam się wtedy wydawało.
Dziś tuning polega na kupnie droższej i lżejszej korby, kasety innego producenta, względnie wózka przerzutki oszczędzającego Waty. Nie mówię, że to złe - po prostu jest inaczej. Ale dla romantycznych buntowników przeciwko systemowi oto gdzieś tam, w mroku, zapala się światło. Wciąż istnieją osoby, którym chce się wertować internetowe strony dokładnie tak jak nam, Panie i Panowie sprzed lat, strony papierowych katalogów. Może i zmieniły się środki, ale cel pozostaje ten sam: niższa masa, chęć posiadania czegoś unikatowego, radość z tworzenia czegoś "samemu".
Oto w sukurs przychodzi nam taka marka, jak Hopp Carbon Parts. Pan Christoph oferuje m.in. w pełni węglowe przerzutki, które cenowo przebijają wielokrotnie modele wspomniane przeze mnie z pierwszym akapicie. Użyłem takiej do budowy jednego z najlżejszych rowerów do XC Downcountry na świecie. Zerknijcie na proces jego budowy: https://www.youtube.com/watch?v=Whqz-6HMnLA
Tymczasem mój serdeczny Kolega - Maks - postanowił pójść pod prąd i wymienić kilka elementów w swej nowej zmieniarce Eagle AXS na carbonowe, właśnie od Hopp Carbon Parts. Uwielbiam takie klimaty i cieszę się za każdym razem, gdy trafiacie do mnie z tego typu zleceniem. Wymieniłem obrzydliwe aluminium na włókno węglowe, plugawą stal na tytan. I choć zdarzyło mi się przekląć podczas wymiany pinów, to jednak nijak ma się to do czasów, gdy rozwiercaliśmy je w przerzutkach Shimano, albo wymienialiśmy sprężyny na tuningowe. Kto je wymieniał, ten wie.
Maks - serdeczne dzięki za to zlecenie. Mogłem znów poczuć się jak kiedyś. W te ostatnie, sierpniowe dni znów byłem tym samym gościem, który blisko 30 lat temu obciął gumy ochronne ze swego Top Guna. Oto ja, najszczęśliwyszy człowiek pod słońcem. Jak powiedział jeden z moich ulubionych Fryderyków: "Gdy zbyt długo patrzysz w czeluść, czeluść zaczyna patrzeć na Ciebie". Po takim dniu nie trzeba.
Tym samym tuningowana przerzutka Maksa zyskuje zaszczytne miano "Sprzętu tygodnia" i zabawi na tronie do przyszłego piątku. Gratuluję! A Was, Ekipo, zapraszam do galerii po więcej!
Do następnego,
Grzegorz