Serwis BAJKA

Serwis BAJKA Serwis BAJKA

Gravel vs szosa, kultowe marki w kontrze. Co wybierzesz?Pasjonaci lekkich części, wyznawcy butikowych firm, rycerze odch...
02/09/2026

Gravel vs szosa, kultowe marki w kontrze. Co wybierzesz?

Pasjonaci lekkich części, wyznawcy butikowych firm, rycerze odchudzania. Kto z nich nie słyszał o archetypach weightweenies - Tune i Extralite? Fabryczne koła obu manufaktur nie są częstym widokiem na rodzimych drogach, choć sytuacja na przełomie lat ulega systematycznym zmianom.

Niemiecka Tune - z racji sąsiedztwa - jest znana w Polsce od lat. Włoska Extralite sięga korzeniami do MTB, ale ostatnio oferuje części nawet do miejskich Bromptonów.

Koła Tune do gravela zbudowano na carbonowych obręczach 42 mm, szprychy są stalowe. Extralite to komplet szosowy na stożku 50 mm i carbonowych szprychach. Niemcy mają odrobinę głośniejszy bębenek, Właściciel włoskiego zestawu zamówił u nas podgłośnienie sprzęgła.

Który zestaw wolicie i jaka marka jest bliższa Waszemu sercu? Zostawcie 👍dla Tune i ❤️ dla Extralite.

Zajrzyjcie także do galerii po więcej!

Cześć! Po piątkowym tuningu tylnej przerzutki carbonem, dziś  przed Wami klimaty Retro MTB. Jednocześnie będzie to bulwe...
31/08/2026

Cześć! Po piątkowym tuningu tylnej przerzutki carbonem, dziś przed Wami klimaty Retro MTB. Jednocześnie będzie to bulwersujący temat, bo dotyczy psucia części, igrania z bezpieczeństwem i braku odpowiedzialności (gwarancja do 100 dni, ale studnia jest za drzwiami lokalu). Krakersy w dłoń, zaczynamy!

Pewnego dnia, Łukasz wybral się ze swoim Cannondale'm do pewnego warsztatu na ogólny przegląd i wyprostowanie kilku spraw. Jedną z nich miało być zakucie nowych przewodów hamulcowych, oraz odpowietrzenie obu układów. W końcu co może być trudnego w rowerze sprzed ćwierć wieku, prawda?

Serwisant po odbiorze sprzętu zamilkł, więc Łukasz wybrał się do warsztatu. Tutaj nastąpi szybki skrót i dość powiedzieć, że po awanturze otrzymał rower w częściach. Co się stało? Mechanik chciał wkręcić w klamkę (kompozytowa Magura Julie) śrubę, ale ukręcił wewnętrzny gwint tak, że większość zwojów nie nadawała się już do niczego. Facet wpadł na pomysł, że skróci śrubę i oliwkę (naprawdę, przepiłował ją na pół), a całość będzie trzymać się na 2-3 zwojach.

Po dokręceniu ukręcił resztę gwintu, ale wpadł na kolejny pomysł. Tym razem rozwiercił klamkę i postanowił wkręcić śrubę na taśmę teflonową... Tak zastał go właściciel roweru - Łukasz. Słuchajcie, ukręcony gwint? Zdarza się najlepszym, poważnie. Nie maskujesz, tylko szukasz nowej klamki. Co trzeba mieć w głowie, aby próbować zatuszować taki stan rzeczy w układzie hamulcowym robiąc to w wyżej opisany sposób?

Zainstalowaliśmy nową dźwignię, układy zostały przelane i odpowietrzone. Plusem tej historii jest fakt, iż Julie jak na hamulec sprzed lat działa naprawdę dobrze i legitymuje się sporą siłą. Zadbany egzemplarz może cieszyć również dziś.

Jeśli masz kłopot ze swoim rowerem, zapraszam Cię do Serwisu Bajka. Nie obiecuję, że zawsze będzie szybko, ale na pewno profesjonalnie i przy użyciu odpowiednich narzędzi, oraz chemii.

Spokojnego tygodnia!
Grzegorz

PS Nie zapomnijcie wpaść do galerii po więcej!

Czołem Ekipa! Dziś startujemy szybko: najdroższa przerzutka tylna, jaka przychodzi Ci do głowy? 3, 2, 1... stop. O czym ...
28/08/2026

Czołem Ekipa! Dziś startujemy szybko: najdroższa przerzutka tylna, jaka przychodzi Ci do głowy? 3, 2, 1... stop. O czym pomyślałeś? U mnie typów jest wiele: Paul, Rhino, Joe's, White Industries LMDS, Precision Billet, Airlines, Acros, może jeszcze rzutem na taśmę szosowa Lightweight. Każda z nich cenowo bije na głowę wszystko, co jest w aktualnej produkcji. Z drugiej strony to tylko kultowe, ale wciąż stare... rzeczy. Gdy wymrą tacy jak ja, ich ceny spadną szybciej, niż potrwa syknięcie sprężonego powietrza potrzebne do zmiany biegu w systemie Airlines.

Kiedy stawiałem swe pierwsze kroki w MTB, naszym orężem nie była karta kredytowa. Walczyliśmy Dremelem, pilnikiem i papierem ściernym. Brak stosownej siły nabywczej pieniądza sprawiał, że sami tuningowaliśmy, szukaliśmy... dbaliśmy. Dziś trudno to zrozumieć, ale znajomemu (pozdrowienia Goro!) ćwierć wieku temu wyrzucono rower z jadącego pociągu tylko dlatego, że miał tylną przerzutkę XTR, Bombera i Teamowego Gianta, na którego nie mógł sobie pozwolić ktoś inny.

Mój pierwszy w życiu tuning, polegał na wywaleniu gumowych osłon z przedniego amortyzatora. Czułem się po tym jak nadczłowiek i miałem wrażenie, że rower na podjazdach jedzie sam. Wywaleniu uległo co prawda coś jeszcze - olej kujawski, który wcześniej wlałem do środka, buchał teraz przez ziejące dziury na zewnątrz. To wtedy odkryłem, iż warto, aby amortyzator fabrycznie posiadał uszczelki kurzowo-olejowe. Fakt, że sterczące ze środka, białe plastikowe kikuty to atrapy ślizgów, było dla mnie wówczas jedną z rowerowych tajemnic, wciąż czekających na odkrycie.

Mijały dni, pory roku, lata. Powoli goniliśmy Europę zauważając, iż części rowerowe stają się tańsze. Nikt nie mówił już oglądając się za przejeżdżającym rowerem:

- Widziałeś? Miał z tyłu XTRa!

Dobra korba przestała kosztować równowartość trzech naszych wypłat. Zrobiliśmy się jakby ciut bardziej wygodni. Coraz mniej osób zaczęło jeździć długie dystanse na maratonach, w końcu prawie nikomu nie chce się już wybierać na błotnistą wyrypę, bo wosk z łańcucha się wymyje, a kaseta za blisko 2 klocki będzie potrzebowała wymiany. Teraz szybko przeskoczyliśmy etapy rowerowej ewolucji, ale nie muszę Wam tego tłumaczyć, bo dobrze to rozumiecie.

Nie tuningujemy już tak, jak kiedyś. Gdy przypomnę sobie, jak do znanego dziś w branży hurtownika (pozdrower, Bartek!) jeździłem na drugi koniec miasta po tytanowe śrubki, które sto lat temu sprzedawał w swoim mieszkaniu... Wiecie, taka głupia nostalgia, ale miało to swój klimat. Wertowaliśmy katalogi, ważyliśmy, rozmawialiśmy. Nasze małe społeczności były trwałe, bo mieliśmy wspólną pasję i cel. A przynajmniej tak nam się wtedy wydawało.

Dziś tuning polega na kupnie droższej i lżejszej korby, kasety innego producenta, względnie wózka przerzutki oszczędzającego Waty. Nie mówię, że to złe - po prostu jest inaczej. Ale dla romantycznych buntowników przeciwko systemowi oto gdzieś tam, w mroku, zapala się światło. Wciąż istnieją osoby, którym chce się wertować internetowe strony dokładnie tak jak nam, Panie i Panowie sprzed lat, strony papierowych katalogów. Może i zmieniły się środki, ale cel pozostaje ten sam: niższa masa, chęć posiadania czegoś unikatowego, radość z tworzenia czegoś "samemu".

Oto w sukurs przychodzi nam taka marka, jak Hopp Carbon Parts. Pan Christoph oferuje m.in. w pełni węglowe przerzutki, które cenowo przebijają wielokrotnie modele wspomniane przeze mnie z pierwszym akapicie. Użyłem takiej do budowy jednego z najlżejszych rowerów do XC Downcountry na świecie. Zerknijcie na proces jego budowy: https://www.youtube.com/watch?v=Whqz-6HMnLA

Tymczasem mój serdeczny Kolega - Maks - postanowił pójść pod prąd i wymienić kilka elementów w swej nowej zmieniarce Eagle AXS na carbonowe, właśnie od Hopp Carbon Parts. Uwielbiam takie klimaty i cieszę się za każdym razem, gdy trafiacie do mnie z tego typu zleceniem. Wymieniłem obrzydliwe aluminium na włókno węglowe, plugawą stal na tytan. I choć zdarzyło mi się przekląć podczas wymiany pinów, to jednak nijak ma się to do czasów, gdy rozwiercaliśmy je w przerzutkach Shimano, albo wymienialiśmy sprężyny na tuningowe. Kto je wymieniał, ten wie.

Maks - serdeczne dzięki za to zlecenie. Mogłem znów poczuć się jak kiedyś. W te ostatnie, sierpniowe dni znów byłem tym samym gościem, który blisko 30 lat temu obciął gumy ochronne ze swego Top Guna. Oto ja, najszczęśliwyszy człowiek pod słońcem. Jak powiedział jeden z moich ulubionych Fryderyków: "Gdy zbyt długo patrzysz w czeluść, czeluść zaczyna patrzeć na Ciebie". Po takim dniu nie trzeba.

Tym samym tuningowana przerzutka Maksa zyskuje zaszczytne miano "Sprzętu tygodnia" i zabawi na tronie do przyszłego piątku. Gratuluję! A Was, Ekipo, zapraszam do galerii po więcej!

Do następnego,
Grzegorz

Doskonale pamiętam, jak uczyłem się serwisowania roweru. Wiele rzeczy należało zrobić metodą prób i błędów. Często nawet...
24/08/2026

Doskonale pamiętam, jak uczyłem się serwisowania roweru. Wiele rzeczy należało zrobić metodą prób i błędów. Często nawet zepsuć, aby drugi raz być mądrzejszym. Fachowa literatura była trudno dostępna i mało obszerna. Dopiero gdy w trakcie studiów zacząłem pracę w serwisie, trafiłem na dwóch świetnych mechaników.

Krzyś i Darek nauczyli mnie wielu rzeczy, oraz wyprostowali złe nawyki. Bardzo Wam za to dziękuję! Dziś mamy łatwiej - dostęp do wiedzy jest prosty, ale trzeba umieć odsiać cenną informację, od tej niewartej uwagi. Samemu można naprawdę dużo ale uważam, że dobrze jest móc uczyć się pod czyimś czujnym i doświadczonym okiem.

W Serwisie Bajka prowadzimy szkolenia z niemal każdego zakresu rowerowej mechaniki. Co więcej - nie są one przeznaczone wyłącznie dla zawodowców. Jeśli nie miałeś dotąd styczności z interesującym Cię zagadnieniem, a jesteś pasjonatem - zapraszamy do nas serdecznie.

Oklejanie folią ochronną to - nie ukrywam - trudne dla początkującego zadanie. Kosztowo próg wejścia jest relatywnie niski, ale potrzeba skrupulatności, dokładności, powtarzalności. Tego typu szkolenie trwa u nas dwa dni gdyż uważam, iż jest to minimalny czas potrzebny na przyswojenie pewnych umiejętności.

Grzegorz to cierpliwy i chętny do nauki facet z zajawką - tak jak lubię. Mam nadzieję, że będzie miło wspominał wizytę i nas, a być może już wkrótce znajdziecie go na rowerowej mapie w okolicy Puław. Trzymam za to kciuki!

Jeśli i Ty chciałbyś odbyś u nas szkolenie, wybierz jedno z wyszczególnionych na naszej stronie, lub napisz do nas z pytaniem o interesujący Cię zakres:
https://serwisbajka.pl/szkolenia/

My zajmiemy się resztą!

601 071 072
[email protected]

Jakiś czas temu, Shimano Bike uruchomiło cykl ciekawostek o japońskim gigancie. Szczerze lubię tę markę i po trzech pier...
21/08/2026

Jakiś czas temu, Shimano Bike uruchomiło cykl ciekawostek o japońskim gigancie. Szczerze lubię tę markę i po trzech pierwszych mam osobistą, skromną prośbę o ciekawą ciekawostkę. Zupełnie bez sarkazmu. Marka z Osaki to przecież kopalnia takich rzeczy. Przykłady? Hamulec tarczowy chłodzony wodą w zbiorniku pod siodełkiem, powietrzny Airlines, patent na 14 rzędową kasetę z drugiej połowy lat 90, grupa Yumeya, Nexave z Di2 i amortyzatorami Shimano, prototypy XTR dla Leigh Donovan...

Ba, ci goście stworzyli nawet licznik, który dziś ma status kultowego. Jak do tego doszło? Nie wiem... Wiem, wiem. Posłuchajcie.

Wszystko, co nas otacza - jeśli istnieje dostatecznie długo - ma swój tzw. "peak". Najlepszy moment, którego z reguły nie jest w stanie powtórzyć nigdy więcej. Motoryzacja: Mercedes i dla wielu "beczka". Muzyka: Green Day z płytą Dookie. Zabawki: klocki Lego, oraz "System" z lat 90 (te katalogi!). Pupkultura: seriale i oczywiście Z archiwum X (kto pamięta Flukemana?). Shimano: szary XTR i srebrny Dura-Ace z 9 rzędowymi kasetami!

Japończycy swoimi grupami siali spustoszenie - przepiękne wzornictwo, doskonałe działanie, właściwa trwałość. Tu i tam pojawiały się dodatkowe smaczki: carbonowy booster, przerzutka z płytką z włókna węglowego, sygnowane sztyce z alu od Eastona, a także... Flight Deck. Bo wg Shimano, nawet tak prosty element jak licznik, musiał być dopracowaną częścią większego ekosystemu.

Szosowy komputerek nie miał przycisków (poza tymi od spodu), Japończycy postawili bowiem na ergonomię. Ponad cwierć wieku temu, wyboru wyświetlanej funkcji dokonywało się bez odrywania rąk od klamkomanetek. Gumy serii "C" posiadały bowiem wypustki w formie guzików, pod którymi ukryto przekaźniki wędrujące (i ukryte pod owijką) do podstawki licznika. Dodatkową zaletą były wskazania kadencji, do których odczytu system (jako jedyny na rynku) nie potrzebował dodatkowego czujnika.

Jednak najlepszą fukcją było coś zupełnie innego. Starsi już się pewnie uśmiechają - Flight Deck w prosty (ale bajerancki), graficzny sposób pokazywał, jakiego przełożenia aktualnie używasz. Ale jak w każdej bajce, historia robi się w końcu mroczna. Młodsi spadną teraz z krzeseł, ale system funkcji był dość prosty. Licznik nie obsługiwał płatności zbliżeniowych, nie wyświetlał map i pobliskich pól golfowych, ani segmentów na Stravie.

Co więcej - aby go kupić, należało przebrnąć przez skomplikowany system dopasowania i kompatybilności, jak to w katalogach Shimano bywa. W jednej paczce kupowałeś komputerek, w drugiej system montażowy. W MTB było prosto, szosowcy mieli ból głowy. Sytuację komplikował fakt, iż w obrębie systemu Flight Deck orbitowało kilka autonomicznych systemów.

Raz (właściwie) skompletowany i poprawnie założony licznik działał świetnie. Obsługa była bajecznie prosta, oraz wygodna, aczkolwiek do systemu należało się przyzwyczaić. Bezprzewodowy przesył danych w nowszej wersji likwidował brzydką plątaninę kabli, a elektroniczny "telewizorek" (wskaźnik biegów) robił swą robotę!

Kiepska dostępność, cena, konieczność przebrnięcia przez skomplikowany wykaz kompatybilnych produktów, przymus kupna osobno dwóch (sic!) produktów. To wszystko sprawiło, że Flight Deck był rzadko widywany na rowerowych kokpitach, co jak wiemy często przyczynia się do wzrostu czynnika kultowości po latach. Niemniej był to świetny, bardzo nowatorski i niezwykle przyjazny w obsłudze system. Nie mogło go zabraknąć w moim szosowym rowerze marzeń, stąd długo polowałem na fabrycznie nowe zestawy. W końcu się to udało i już pod koniec września będziecie mogli obejrzeć ów sprzęt na Zlocie Retro MTB (i nie tylko), który organizujemy.

Tym samym kultowy Flight Deck staje się "Sprzętem tygodnia", bo przecież nie może być inaczej, prawda? Gratuluję!

Spokojnego weekendu,
Grzegorz

PS Nie zapomnijcie wpaść do galerii po więcej!

19/08/2026

Carbonowe, ultralekkie szprychy są coraz częściej widoczne w rowerach. Technologie stają się bardziej dopracowane i dostępne. Należy jednak pamiętać, że włókno węglowe w tym miejscu wymaga szczególnej atencji.

Tensometr (topowy, skalibrowany i umożliwiający pracę ze szprychami z carbonu), oraz częsta kontrola naciągu są w takim przypadku nieodzowne. Należy stale sprawdzać powierzchnię włókna w poszukiwaniu głębokich rys, pęknięć i rozwarstwień włókna.

"Węgiel" jest podatny na uszkodzenia mechaniczne - tu nie ma mowy na niewyregulowaną przerzutkę, czy problem z kasetą zostawiony na później. Łańcuch spadający na szprychy wytnie je od razu, a naprawa będzie kosztowna, lub na dłuższy czas uziemi Wasz sprzęt. Pamiętajcie o tym, a jeśli (odpukać) już coś się stanie - skontaktujcie się z nami. Codziennie zajmujemy się tego typu kwestiami.

Dziś post może mało widowiskowy pod kątem egzotycznych komponentów, pięknej anody i ultralekkich wycinanek CNC, ale za t...
17/08/2026

Dziś post może mało widowiskowy pod kątem egzotycznych komponentów, pięknej anody i ultralekkich wycinanek CNC, ale za to poważny, toteż warto się z nim zapoznać. Przyznajcie się - ile razy zaufaliście danym katalogowym producentów po czym okazało się, że nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością?

Pal licho, jeśli liczyliście na niską masę z katalogu, a dany komponent był - realnie -cięższy. Wiecie, najczęściej różnice nie są olbrzymie, aczkolwiek gdy sięgnę pamięcią w prehistorię... Były to szalone, nieuregulowane prawem czasy. Weźmy lata 90te. Kto pamięta producenta amortyzatorów, który podawał "wagę" bez... rury sterowej?

Znacznie gorzej, gdy od informacji katalogowych zależy poprawność konfiguracji, bądź działania. Na przykładzie ostatnio zbudowanego kompletu kół chciałbym opowiedzieć Wam, co może pójść nie tak i dlaczego zawsze sam mierzę ERD obręczy, czy parametry piast. Naturalnie dla starych wyjadaczy to nie pierwszyzna, ale młodzi adepci mogą być skonfundowani - a po co.

Upraszczając, ERD to jeden z podstawowych parametrów obręczy, dzięki któremu jesteśmy w stanie dobrać właściwą długość szprych w kole. Niestety w wielu przypadkach katalogowe dane są błędne. Oczywiście wytwórcy dobrze wiedzą, jak należy mierzyć, ale pozostaje tzw. czynnik ludzki (czyli błąd), lub inny niż "standardowy" system pomiaru. Czego przykładem są obręcze Sun Rims z dzisiejszych zdjęć.

Producent zmierzył ERD w taki sposób, że nie jest to tzw. "wartość efektywna". Ok, niektórzy tak właśnie to robią (będąc w mniejszości), ale z reguły o tym informują. W tym przypadku, na obręczy widnieje wyraźny opis: ERD 389 mm. Tymczasem rzeczywista wartość to 398 mm, także mogła mieć miejsce literówka.

Taka rozbieżność jednak sprawia, iż zakupione szprychy byłyby za krótkie. Pamiętajcie o tym i zawsze polegajcie na swoich pomiarach, a jeśli nie czujecie się na siłach - powierzcie je nam. Chętnie zbudujemy dla Was koła marzeń, zapraszamy do kontaktu:

601 071 072
[email protected]
Indiry Gandhi 27/103

Trzymam kciuki za Wasz (i nasz) udany tydzień!
Grzegorz

PS Zerknijcie do galerii po więcej

Gdyby ktoś pod koniec lat 90 powiedział nam, że blisko 3 dekady później komplet (sztywnych) kół do szosy, czy MTB będzie...
14/08/2026

Gdyby ktoś pod koniec lat 90 powiedział nam, że blisko 3 dekady później komplet (sztywnych) kół do szosy, czy MTB będzie ważył tyle, co paczka cukru...

Koła zawsze były tym, od czego warto zacząć odchudzanie w rowerze. Im dalej od piasty, tym lżejsze części mają większe znaczenie. Kiedyś mieliśmy (nomen omen)... ciężko. Aluminiowe obręcze masą sromotnie przegrywały z dzisiejszym carbonem, ale i hamulce były inne. Włókno węglowe i szczęki - niezależnie jak bardzo zaklinać rzeczywistość - nie idą w parze.

W kwestii nypli nie zmieniło się niemal nic. Ok, są nowe standardy typu squorx, ale pod kątem masy jest stagnacja. To, że w końcu pojawią się carbonowe nyple jest kwestią czasu, uwierzcie. Szprychy - tutaj technologia wyraźnie poszła do przodu. Kiedyś topowi (i majętni) kolarze używali tytanowych szprych. Dziś mamy tekstylne i carbonowe odpowiedniki, które przebijają wagą wszystko, co do tej pory pokazano.

Piasty - w tej materii jest nie tyle lżej, co bardziej dojrzale! Chcecie ultralekkich piast sprzed lat? Wygooglujcie markę Dash (jeśli Wam się uda) - przednia piasta z węglowym korpusem ważyła... 29,3 grama. Do tego typu części wkładano jednak ultralekkie, maciupkie łożyska, które najczęściej rozpadały się podczas jazdy. Dosłownie!

Dziś producenci w większości przypadków poszli po rozum do głowy i łożyska są większe, aczkolwiek niektórzy z uporem maniaka forsują stare rozwiązania. Pamiętam, jak lata temu zbudowałem komplet szosowych kół na ciężkich (jakby nie było!) szprychach CX-Ray ważący 828,9 grama. Zastosowałem piasty Extralite, oraz obręcze AX-Lightness. Byłem bardzo dumny z osiągniętego wyniku, a cały proces opisałem tutaj:

https://serwisbajka.pl/ultralekkie-kola/

Technologia włókien stała się na tyle powszechna, że z carbonowych szprych korzysta nawet Shimano w swych kołach Dura-Ace serii 9370. A warto wspomnieć, iż swego czasu zęby połamał sobie na nich Mavic. Pamiętacie niesławne (i przepiękne) R-Sys? Oczywiście tak lekkie zestawy nie są dla każdego. Włókno węglowe w szprychach sprawia, iż najczęściej początkujący kolarze są zawiedzeni z powodu potwornej sztywności i braku komfortu.

Ultralekkie rzeczy wymagają również wyboru odpowiedniego wytwórcy, atencji i - nie oszukujmy się - najlepiej wycieniowanego zawodnika, aby móc w pełni wykorzystać ich potencjał.

Extralite CyberDisc 350, to komplet na 50 mm stożku. Tu miało być naprawdę lekko, więc wybrałem węglowe szprychy - Berdy są za ciężkie (sic!). Ale łożyska to już nierdzewne Enduro, bowiem w tym przypadku nie zdecydowałem się na ociupinkę lżejsze hybrydy. Masa zestawu to 995,3 gramy, na każdym kroku widać dopracowanie detali. Frezarka w piastach zebrała tyle materiału, ile tylko się dało. Ale tak niska masa ma swoją cenę. I nie mówię o pieniądzach. Uszczelnienie jest symboliczne, a nawet ratchet wykonano z aluminium - częsty serwis i nienaganna kultura techniczna użytkownika są tu nieodzowne.

Tym samym ten właśnie komplet staje się aktualnym "Sprzętem tygodnia" - gratuluję! Zerknijcie do galerii z dodatkowymi opisami, znajdziecie tam też soundcheck tylnej piasty.

A jeśli pragniecie ręcznie budowanych kół marzeń dla siebie - napiszcie do mnie:
[email protected]

Spokojnego weekendu,
Grzegorz

Extralite Racing Products

12/08/2026

Często pytacie nas przed oklejeniem ramy folią ochronną, o ile wzrośnie jej masa. W większości przypadków, zastosowanie folii o grubości 150-200µm (mikronów) i pokrycie ok. 99% powierzchni da dodatkowe 130-150 gramów.

W przypadku budowy roweru na bazie ramy 3T Strada Italia otrzymaliśmy zlecenie, aby wybrać ultralekką folię i zbić tyle zbędnej masy, ile tylko można. Użyliśmy folii o grubości 75µm i po oklejeniu ramy wraz z widelcem wynik to niecałe 50 gramów.

Tak cienka folia ma oczywiście znacznie gorsze właściwości ochronne, ale bardzo dobrze radzi sobie z zadrapaniami powodowanymi przez spadające piórko, czy deszcz, oraz (niewielki) wiatr. Chroni również przed klątwą i złym słowem.

Poważnie mówiąc - na ramie folia wygląda doskonale, jest niemal niewidoczna. Chroni wyłącznie przed najdrobniejszymi otarciami, przy tym jest niezwykle wymagająca podczas montażu. Ale jeśli chcesz ultralekkiej ochrony - to wybór dla Ciebie. Zapraszamy na olejenie Twojego sprzętu:

601 071 072
[email protected]

Indiry Gandhi 27/103
02-776 Warszawa

Adres

Indiry Gandhi 27
Kabaty
02-776

Godziny Otwarcia

Poniedziałek 12:00 - 20:00
Wtorek 12:00 - 20:00
Środa 09:00 - 17:00
Czwartek 09:00 - 17:00
Piątek 09:00 - 17:00

Telefon

+48 608 626 256

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Serwis BAJKA umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij